Dzieją się czasem w życiu rzeczy, o których nigdy nam się nie śniło. Stoję aktualnie w miejscu, w którym zabrakło drogowskazów, a dobre rady i pobożne życzenia przechodniów, nie są mi w stanie pomóc. Wydawałoby się, że kierunek jest już obrany, ale tak naprawdę, ciężko się zdecydować na konkretny krok do przodu. A ten, jest mi bez wątpienia bardzo potrzebny.
Wiem, że cokolwiek zrobię, będę miała wokół siebie ludzi, którzy w tej decyzji będą mnie wspierać. Wiem także, że jeśli podejmę złą decyzję, będę przez to później bardzo cierpiała. Wszyscy będziemy się męczyć, albo się któregoś dnia pozabijamy. Czuję się totalnie bezradna.
Z jednej strony jest przyzwyczajenie, które utrudnia odejście, a z drugiej strony nie ma już we mnie tego wielkiego uczucia, które mogłoby dawać nadzieję na to, że jeszcze będzie dobrze. Od kilku dni mam wrażenie, że pewne incydenty potrafią całkowicie zabić piękne uczucia, a przynajmniej sprawić, że przygasną na długo. Pewne sytuacje powodują, że ciężko jest się przełamać i na nowo zaufać.
Dziś nawet uśmiech sprawia mi ból. Chciałabym, żeby ten koszmar się skończył i żebym w końcu mogła się zdystansować i spojrzeć na to wszystko, z nieco innej perspektywy.
Brak komentarzy.