W moim życiu, pojawiają się ostatnio takie zwroty akcji, że nie mogę się połapać. Mam wrażenie, jakby mi się ziemia usuwała spod stóp i prawdę mówiąc, średnio sobie z tym wszystkim radzę. Nie umiem myśleć, że bliscy mi ludzie, są w stanie tak nisko mnie oceniać. I z trudem przychodzi mi przełamanie się do tego, by znowu było tak jak kiedyś. Nie potrafię wybaczyć, nie umiem zapomnieć i nie jestem w stanie zaufać na nowo.
Może nie byłam idealną żoną. Nie gotuję, nie myję okien i mam cały szereg innych wad, ale nigdy nie można było mi zarzucić, że źle się prowadzę lub w jakiś inny sposób, nagminnie zdradzam Męża. Zawsze byłam lojalna i wierna własnym zasadom i nie prowadziłam tak bujnego życia, jakie z każdej strony mi się wmawia. Powoli zaczynam żałować, że tak bardzo odizolowałam się od świata. Bo jak się okazuje, można sobie spokojnie siedzieć w domu w towarzystwie kotów, a i tak znajdą się ludzie, którzy lepiej ode mnie wiedzą, jak spędzałam wolny czas, co robiłam i kogo sobie do domu przyprowadzałam. Po co się więc starać, żeby było dobrze, skoro każde inne źródło jest bardziej wiarygodne od tego, któremu powinno się ufać?
Można o mnie powiedzieć wszystko, ale z pewnością nie można mi zarzucić wielu rzeczy, o które aktualnie ma się do mnie pretensje. Boli mnie, szukanie winy w kimś, kto być może zawinił najmniej.
Źle mi z tym, że powoli obojętnieję. Sytuacje i rzeczy, które dawniej doprowadzały mnie do łez, dzisiaj wywołują tylko delikatne ukłucie w okolicy serca. Kilka lat temu, przeżyłam rozstanie z kimś, kogo w dalszym ciągu darzyłam wielkim uczuciem. Przez kilka tygodni było naprawdę ciężko, ale w końcu się pozbierałam. Jak będzie tym razem?
Mam nadzieje ze sie wszystko ulozy….