Nie mam telewizora. Nie słucham radia. Nie czytam w internecie o tym, co dzieje się na świecie. Głównie dlatego, że zwyczajnie nie chcę się dołować bo zewsząd tylko morderstwa, gwałty, korupcja i generalnie ZŁO. Jeśli jakaś sprawa zaczyna być głównym tematem rozmów, próbuję się zorientować o co chodzi, żeby mieć własne zdanie, gdy ktoś o to zapyta.
W związku z powyższym, rzadko komentuję to, o czym przeczytałam bo zwyczajnie mi się nie chce. Dzisiaj jednak przeczytałam komentarz Katarzyny Kolendy-Zaleskiej na temat „nonszalancji Marii Czubaszek” i trochę jestem zdziwiona. Pani KZK ubolewa nad tym, iż Maria Czubaszek publicznie przyznała się do dwukrotnej aborcji. Niby nie ocenia niczyich wyborów, a samą komentowaną lubi, ale jednak coś ją w temacie uwiera i postanowiła się tym podzielić. Pani Zaleskiej nie podoba się, że Maria Czubaszek tak nonszalancko się o aborcji wypowiada.
Dlaczego ludziom tak ciężko zrozumieć, że do tematu aborcji można podejść właśnie w taki sposób? Dlaczego wszyscy wokół, nawet jeśli uważają, iż kobieta powinna mieć prawo wyboru (czyli z tego co mówią, są ZA aborcją), krytykują osoby, które o aborcji mówią z takim luzem?
Okazuje się, że w naszym pięknym kraju, jeśli nie zlinczują człowieka za czyn, którego się dopuścił to zrobią to, za samo to, że mówi o nim z nieodpowiednim dystansem. Gdyby Maria Czubaszek powiedziała o dokonanej aborcji, ze łzami w oczach, posypując głowę popiołem to prawdopodobnie, nikt by tego nie komentował i temat jakby nie istniał. Ale Ona tego najwyraźniej nie żałuje i w Jej głosie nie słychać było żalu, więc mimo, iż kwestia jest bardzo delikatna, należy ją rozdmuchać oraz zrobić wokół niej jeszcze więcej szumu.
Ja się pytam, kto robi więcej krzywdy? Maria Czubaszek, która się jednorazowo w sposób nonszalancki o tym wypowiedziała? Czy może reporterzy, którzy rozdmuchują temat, przytaczając słowa pani Marii po dwieście razy i robiąc z tego aferę, która nikomu do niczego nie jest potrzebna?
Brak komentarzy.