Wystawię przed drzwi mieszkania worek zużytego żwirku z kociej kuwety. Na kilka dni, może na tydzień – na ten genialny pomysł, wpadłam dziś rano, gdy kolejny raz ujrzałam pod drzwiami sąsiadów stos kartonów po pizzy. Sterta leży tam od kilku dni i wciąż nie może trafić do śmietnika. Mieszkają tam przynajmniej cztery dorosłe osoby. Każda z nich po kilka razy dziennie mija kontener na śmieci. Klucz od drzwi wejściowych do klatki, służy również do otwierania wiaty śmietnikowej. W czym więc do cholery tkwi problem? A może to zwyczajne lenistwo? Jeśli tak, to cierpi na nie całkiem spora część naszego społeczeństwa.
Myślałam, że jeśli ktoś wystawia śmieci przed drzwi, to po to, aby o nich nie zapomnieć. Nie mam złudzeń, byłam w błędzie. Śmierdzą im w domu? Wierzę, ale to nie jest powód, żeby cała reszta sąsiadów musiała cierpieć i wdychać opary ich odpadków.
Takie rzeczy dzieją się nie tylko u mnie w bloku. W klatce u rodziców, również są ludzie, którzy notorycznie wystawiają (lub wystawiali) śmieci za drzwi. Mało tego, zdarzało się, że worek podrzucali pod cudze drzwi. To dopiero był szczyt chamstwa.
Obok mojej babci, mieszka pewna pani psycholog, która przez długi czas, namiętnie wystawiała za drzwi zużyte pampersy. Nie wiem, ile razy miałam ochotę zapukać do niej i rzucić jej tym pampersem w twarz. Uwierzcie, to było cholernie irytujące.
Albo taka sytuacja. Ktoś idzie ze śmieciami, nagle worek pęka, a jego zawartość ląduje na schodach. Myślicie, że po sobie posprząta? Ależ skąd. Każdy, kto będzie szedł klatką, będzie się na schodach potykał o obierki, papierki, pudełka bo jakiś burak uznał, że bałagan poza jego mieszkaniem to nie jest jego problem. W końcu od tego jest sprzątaczka. Mam ochotę mordować.
Oraz ta ludzka ślepota. Że niby idzie, ale nie widzi papierka, o który się właśnie potknął. No dobra, może jestem trochę nienormalna, ale mnie to razi. W miarę możliwości, schylam się, podnoszę i wyrzucam do śmietnika. To naprawdę nie wymaga wielkiego wysiłku, a o ile czyściej byłoby w naszym otoczeniu.
Dlaczego ludziom tak ciężko przychodzi zrozumienie, że klatka schodowa to część wspólna, o którą dbać powinien każdy, kto z niej korzysta? To, w jakim jest stanie, świadczy głównie o nas samych.
Pomysł z wystawieniem zużytego żwirku przed drzwi cholernie mnie kusi. Może to by ludzi czegoś nauczyło?
Gorzej, że ci dorośli uczą tak swoje dzieci. Idzie taki dzieć i nie tyle, że śmiecia nie podniesie, ale kopnie dalej, zdepcze, zabawi się. wypadniętego z kieszeni śmiecia nie podniesie, jak do kosza nie trafi to się nie schyli i nie podniesie. W domu owszem, pilnują jak skurczybyki, ale za drzwiami to już przecież nie trzeba…
Wiem, co czujesz.
Kiedyś, przy powrocie z grupą dzieci z lasu, postanowiłam, że zbierzemy napotkane po drodze śmieci. Po krótkim odcinku mieliśmy pełne reklamówki, które ledwie donieśliśmy do śmietnika. Więcej się nie odważę. Takie śmiecenie też wkurza mnie okropnie…
Właśnie dojrzałam, że w notesie miałam jeszcze jeden punkt – o dzieciach, które śmiecą bo rodzice robią to samo, albo nie zwracają im uwagi.
Ilekroć widzę rodzica, który mówi do dziecka „podnieś papierek, nie wolno śmiecić, trzeba do wyrzucić do kosza” to mam ochotę bić brawo, ale to niestety bardzo sporadyczne sytuacje.
Najczęściej rodzice nic sobie z tego nie robią, albo co gorsze, reagują śmiechem na to, że dziecko „tak świetnie sobie radzi”.
Smutne to jest bardzo. Jak nie potrafimy sobie poradzić z tak prostymi rzeczami, to o segregacji śmieci możemy tylko pomarzyć…