Jak to jest z tą moją wagą?

Minęło prawie półtora miesiąca od momentu uruchomienia diety. Gdy do niej wracałam, powiedziałam mamie, że jeśli na czerwcowe wesele będę musiała kupić sukienkę to wyłącznie dlatego, że wszystkie, które posiadam będą na mnie za duże.

Pasek zapinam już nie na piątą, a na siódmą dziurkę. Na imieninach taty byłam w sukience, w którą nie mieściłam się od lipca. Przymierzyłam również sukienkę, którą pierwszy i ostatni raz, miałam na sobie w styczniu zeszłego roku. Waga pokazała 9 kg mniej, a moje samopoczucie uległo diametralnej poprawie.

Oprócz tego, że całkowicie zrezygnowałam ze słodyczy, nie piję również alkoholu. W rozmowach ze znajomymi, żartuję, że teraz jestem nudna bo żyję o sałacie i wodzie, więc nawet nie mam po co iść z nimi do knajpy. Gdy podczas ostatniego maratonu po lokalach, zamawiałam wodę zamiast piwa lub ulubionego Petite Fleur, wszyscy patrzyli na mnie podejrzanie. Lubię siebie taką odmienioną. A przede wszystkim, lubię siebie uśmiechniętą, a lepsze samopoczucie, jest tego gwarancją.

Widok odchudzonej twarzy w lustrze, znoszę dużo lepiej, niż widok zdjęć, które przywiozłam z Grecji (tak, to między innymi one uświadomiły mi, jak bardzo źle znowu wyglądam). Nie mogłam uwierzyć, że znowu dopuściłam do tego, że muszę sobie odmawiać tak wielu rzeczy. Bliscy pytają, czy jeśli dotrę do celu, to swoim zwyczajem, symbolicznie obetnę włosy na krótko. Rozczarowałam ich, gdy przyznałam, że nie zamierzam tego robić. Wymyśliłam sobie, że odchudzona wersja mnie, będzie miała dłuższe włosy. Dla odmiany.

Trzymajcie za mnie kciuki. Do celu nadal długa droga, ale jednak o 9 kg krótsza!

Leave a Reply