Karciana wymiana

Spojrzałam w kalendarz, Wielkanoc za miesiąc, więc czas zacząć przygotowania. Standardowo, na dobry początek, sporządziłam listę osób, do których zamierzam wysłać kartki świąteczne. Zdążyłam już pięknie zaadresować koperty i wypełnić życzeniami kilka pierwszych kartek. Z tej okazji, naszła mnie taka refleksja, związana z tradycją wysyłania życzeń pocztą.

Kilka lat temu, kiedy mój najlepszy przyjaciel był naprawdę moim najlepszym przyjacielem, prowadziliśmy dyskusję na temat tradycji. O kartkach też było i dlatego o tym wspominam w tym miejscu. Wspólnie bowiem uzgodniliśmy, że istnieje taki niepisany zwyczaj, wysyłania kartek wyłącznie do tych osób, od których kartki otrzymaliśmy z okazji poprzednich świąt.

Zarówno On, jak i ja, znaliśmy przypadki, kiedy to ludzie autentycznie prowadzili rejestr otrzymywanej korespondencji i przed każdymi kolejnymi świętami, zaglądali do niej po to, aby skreślić z listy tych, od których nie otrzymali kartki. Wydawało mi się wtedy i wydaje mi się nadal, że to najbardziej z idiotycznych pomysłów, na jakie mogli wpaść ludzie.

Co roku, w imieniu swoim i całej mojej rodziny (rodziców oraz brata) wysyłam kartki do wszystkich członków rodziny z którymi utrzymujemy kontakt. Lista osób znajomych, dla których obowiązkowo muszę wybrać świąteczną kartkę, z roku na rok się rozrasta. Poznaję bowiem coraz więcej nowych ludzi i nie skreślam tych, którzy życzenia wysyłają mi SMS`em. Doceniam i ten gest.

Dla mnie samo to, że wypisuję kartki, wybieram je i wkładam do zaadresowanych kopert, jest mega przyjemnością. Nigdy jej sobie nie odmawiam. Czasami wygrywa moja gapowatość i zapominam o wysłaniu kartek z odpowiednim wyprzedzeniem, w związku z czym dochodzą sporo PO świętach, ale dobrze wiem, że ludzie doceniają je, mimo wszystko.

Mogłabym pójść na łatwiznę, wybrać 40 identycznych kartek i wpisać w ich wnętrzu dokładnie ten sam tekst. Mogłabym, ale tego nie robię. Nieważne, że osoby do których rozsyłam życzenia, mieszkają na dwóch, różnych krańcach Polski – kartka musi być wybierana dla każdego, indywidualnie. A w środku koniecznie musi zawierać życzenia, płynące prosto z serca. One nigdy nie są tak idealne jak te, które można znaleźć w internecie, ale są szczere i takie całkowicie moje i to w nich lubię najbardziej.

Na każdym etapie procesu „wysyłania kartek”, myślę od początku do końca o adresacie. Jak to wygląda, w trzech krokach?

Krok 1: Lista osób

Najpierw tworzę listę osób, do których chciałabym wysłać kartkę z życzeniami. Ten etap trwa od 1 – 3 dni. Nie zawsze jestem w stanie od ręki wypisać wszystkie osoby, dlatego daję sobie czas na to, by zebrać odpowiednią bazę nazwisk oraz skompletować i potwierdzić adresy.

Krok 2: Wybór kartek

Kartki muszą spełniać trzy podstawowe kryteria:

  • być całkowicie różne, nie wchodzi w grę kupowanie hurtowo jednego wzoru, nawet jeśli ludzie do których kartki będą wysłane, mieszkają na innych biegunach
  • dobrana odpowiednio do osoby, dla której jest przeznaczona
  • mieć całkowicie czyste wnętrze, gotowe do zapisania

Jeśli mam problem z wyborem kartki w sklepie, albo po prostu żadna nie spełnia powyższych kryteriów, projektuję je samodzielnie i drukuję w domu na eleganckim, grubym papierze. Zrobiłam tak przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia – kartki bardzo się podobały, więc niewykluczone, że i na Wielkanoc kilku nie zrobię.

Krok 3: Życzenia

Nie lubię kartek, w których znajdują się wydrukowane życzenia, a pod nimi ręczny dopisek „przesyłają X” lub „życzy X”. Nie kupuję takich kartek i nie wysyłam, ale zdarzało się takie otrzymywać (dobre i takie, prawda). Najwięcej radości mam z wypisywania życzeń w tych pięknych kartkach. Dlatego zawsze organizuję wypisywanie kartek sporo przed nadchodzącymi Świętami. Dla każdego staram się ułożyć inne, ciepłe, a przede wszystkim mądre i szczere życzenia. Chcę, żeby ten kawałek papieru, stał się dla kogoś niezwykły. Żeby czarował, sprawiał radość i zawierał w sobie chociaż cząstkę tej cudnej świątecznej atmosfery.

Podsumowanie

Nie zliczam kartek, które otrzymuję od dalszej rodziny lub znajomych. Jak już wspominałam, nie prowadzę żadnych statystyk i nie rozliczam z tego ludzi. Jedni odpowiadają na kartkę kartką, inni e-mailem, a kolejni SMS`em. Są również tacy, którzy nie rewanżują się w ogóle, ale czy to ma jakieś znaczenie? Dla mnie żadnego. Liczy się to, że ja o nich pamiętam. Jednak dla innych owszem, ma to ogromne znaczenie. Oni przecież każdego takiego delikwenta wrzucają na czarną listę z której później bardzo ciężko jest się wydostać. Ale chyba nie na tym ma polegać magia świąt?

Leave a Reply