Plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. Zmieniają się samoistnie, albo pojawiają się okoliczności, które do tej zmiany nas zmuszają. Tak było właśnie w moim przypadku.
Chciałam mieć wolny przyszły weekend. Okazało się jednak, że tym razem, PLAN trzeba nieco przesunąć w czasie. Teraz, gdy skład będzie okrojony, nie mogę i nie chcę zostawić ekipy samej.
Syn szefowej ponownie złamał rękę (złamaną poprzednio w grudniu), tym razem czeka Go operacja. Najlepiej, żeby została przeprowadzona jak najszybciej – to w teorii. W praktyce czas oczekiwania wynosi od 3 do 6 miesięcy. W związku z czym, szefowa jeździ po lekarzach, szpitalach, wszystko to pomiędzy dyżurami w pracy . Nie zapomina o nas, choć generalnie chodzi na rzęsach. Syn szefowej w związku z kontuzją, jest oczywiście wyłączony z pracy.
Jakby mało było problemów. Dziś złamała nogę mama szefowej. Przesympatyczna Pani, która opiekuje się naszymi firmowymi kwiatami. Bez Niej nasz taras widokowy, nie byłby latem taki piękny. Smutno więc i problemów coraz więcej, gdyż właśnie dzisiaj ruszyła nowa gałąź naszego magicznego miejsca – punkt gastronomiczny w którym hot-dogi, zapiekanki, gofry i frytki. Nowe zadania, nowe wyzwania, ale i dodatkowe kłopoty.
Turystów jak na lekarstwo, ale pracujemy po dziesięć godzin dziennie (minimum), gdyż ciągle mamy duże imprezy. Po powrocie do domu, odrabiam zadania domowe, czyli robię to, na co zabrakło mi czasu w pracy. Ledwo świecę, nie wiem jak się nazywam, a to dopiero początek. Niby najbliższy weekend mam wolny, ale wybieram się na wystawę i wstać muszę o 6:00…
Nawet nie mogę się spokojnie wykąpać, gdyż regularnie zasypiam w wannie. To dość niebezpieczne, więc bardzo muszę się pilnować. W dodatku książki jakoś nie chcą się same przeczytać.