W poniedziałek poszłam do klubu nurkowego, żeby pooglądać zdjęcia z wyjazdu do Egiptu. Cieszyłam się na to spotkanie bo dawno chłopaków nie widziałam. Było naprawdę sympatycznie. Rano miałam normalnie iść do pracy, ale całą noc się męczyłam. Nad ranem okazało się, że opanowały mnie jakieś rotawirusy, które spowodowały, że wymiotowałam przez pół dnia i nie mogłam niczego przełknąć. Wieczorem dostałam wysokiej gorączki, więc kolejny dzień spędziłam w łóżku.
Od tamtej pory cały czas miałam stan podgorączkowy. Dziś żartuję, że dopadła mnie temperatura zejściowa bo termometr uparcie pokazuje 35*C. Od poniedziałku zjadłam jedynie 4 suche kromki chleba i nie wiem już, co robić.
Zaczęło się od tego, że nie smakowała mi kawa. Teraz nie mogę jeść. Nic mi nie smakuje, żołądek nie domaga się jedzenia, a ja sama bardzo muszę się zmuszać, żeby cokolwiek w siebie wepchnąć. Niewiele udało mi się tego jedzenia wmusić, ale skądś muszę czerpać energię do tego, by normalnie funkcjonować. Nie ma nawet niczego takiego, na co miałabym STRASZNĄ ochotę. Chodziłam po sklepie i nie znalazłam ani jednej rzeczy (z czekoladą włącznie), która jakoś wyjątkowo by mnie „poruszyła”.
Pokusiłam się o kawałek kiełbaski z grilla i obawiam się, że znowu spędzę kilka godzin na tuleniu się do muszli. Odkąd zjadłam kiełbasę wymiotowałam już trzy razy i nie zapowiada się, żeby było lepiej.
Uprzedzę pytania i od razu odpowiadam: nie, nie jestem w ciąży. Nie, nikt nie będzie musiał bawić moich dzieci.
