(Nie)Perfekcyjna Pani Domu
Nie jestem perfekcyjną Panią Domu i wie o tym każdy z moich bliskich, z Mężem na czele. Nie gotuję, nie piorę ręcznie żadnych ubrań (od tego w końcu mam pralkę), raz w życiu umyłam okno (dosłownie: JEDNO), sprzątam kiedy już naprawdę zaczyna mi przeszkadzać panujący w domu nieporządek, a w zeszłym roku nie wyprasowałam ani jednej sztuki garderoby, choć w prezencie ślubnym dostaliśmy świetną deskę do prasowania.
Wbrew temu, co można sobie wyobrazić czytając moje słowa, w domu mam stosunkowo czysto, a jeśli ktoś uważa inaczej – to na lodówce wisi stosowny magnesik, który w moim imieniu informuje gości: Mój dom lśnił czystością w zeszłym tygodniu. Szkoda, że to przegapiliście.
Często oglądam program „Perfect Housewife”, ale nigdy nie próbowałam zostać Perfekcyjną Panią Domu z kilku powodów. I są to powody, wynikające z mojej obserwacji otoczenia oraz rozmów z ludźmi, którzy mają hopla na punkcie czystego domu.
Pewna moja znajoma, ma świra na punkcie czystych szklanek, kubków i sztućców. Codziennie przez godzinę, albo i lepiej - zajmuje się polerowaniem wszystkich używanych w ciągu dnia naczyń. Robi to, nawet wówczas, gdy źle się czuje lub jest zmęczona. Kiedy zapytałam Ją, czy kiedykolwiek jakiś z Jej gości zwrócił uwagę na te błyszczące szklanki za szybą – w odpowiedzi usłyszałam to, czego się spodziewałam. Nikt nigdy nie zwrócił na to uwagi.
Innym przykładem jest prasowanie ubrań. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją ubrania, które wymagają spotkania z żelazkiem przed każdym użyciem. Do takich ubrań zaliczają się głównie męskie koszule, ubierane na różne uroczyste okazje. Jestem jednak zdania, że oprócz nielicznych egzemplarzy, umiejętne pranie, wirowanie oraz rozwieszanie ubrań na suszarce sprawia, że większość odzieży nie wymaga specjalnych prasujących zabiegów. Znam jednak ludzi, którzy prasują wszystko – łącznie ze skarpetkami, biustonoszami oraz majtkami. Czasem zastanawiam się, czy przy prasowaniu damskich stringów, mają dylematy typu: w którą stronę zaprasować sznureczek? Nigdy nie miałam na sobie wyprasowanych ubrań i czy przez to wyglądałam gorzej? Czy jakakolwiek osoba, postrzega mnie z tego powodu za gorszą? Jeśli mam na sobie schludnie wyglądające ubranie wierzchnie, nikt nawet nie domyśli się, że nie wyprasowałam swoich skarpetek. Czym kierują się osoby, które nie założą na siebie bielizny, której wcześniej nie wyprasowali? A może prasowanie ma terapeutyczne działanie? Obniża ciśnienie krwi, poprawia nastrój, uwalnia nas od złych emocji? Jeśli tak – chętnie spróbuję, choć muszę przyznać, że we mnie sama myśl o prasowaniu ubrań wywołuje co najwyżej złość i agresję.
Uważam, że dom jest po to, żeby w nim mieszkać, a nie po to, żeby w nim wiecznie sprzątać. Oczywiście nie namawiam Was do zapuszczania mieszkań, ale jak we wszystkim, również w sprzątaniu należy zachować równowagę.
Tak naprawdę, nikt z Twoich gości nie zwróci uwagi na panujący w domu lekki nieporządek. Zazwyczaj zaczynają się na tym skupiać dopiero wtedy, gdy sam zwrócisz im na to uwagę, standardowym tekstem, który słyszę od większości znajomych: Bardzo przepraszam za bałagan. Jeśli powstrzymacie się przy gościach od takich uwag – nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, żeby wpatrywać się w ilość kurzu na parapecie, kilka naczyń stojących w zlewie czy nieodkurzony dywan.
Wierzcie mi, zwykle wystarczy wytrzeć kurze w mieszkaniu raz na tydzień, porządnie później odkurzyć i odkładać wszystkie rzeczy na swoje miejsce, żeby się nie zrobił chaos – powoduje on bowiem wrażenie bałaganu, którego w rzeczywistości nie ma.
W tajemnicy powiem Wam jeszcze, że mój Mąż nadal mnie kocha. Mimo tego, że nie robię Mu obiadów z dwóch dań, nie prasuję skarpetek i nie podaję Mu śniadania do łóżka. Angażuję Go mocno w prace domowe, dzięki czemu lepiej potrafi później dbać o porządek - nikt przecież nie lubi, gdy się psuje efekty Jego pracy… ;)
Pięć nałogów
Wytypowana przez Anetkę, z lekkim opóźnieniem, przyznaję się do swoich nałogów (niektóre to bardziej pod natręctwa podchodzą).
- Włosy - muszę je myć codziennie, oprócz tego od dziecka mam manię bawienia się nimi, gdy tylko mam wolne ręce. Oglądając telewizję nakręcam włosy na palec wskazujący, a następnie je odkręcam. Gdy siedzę w fotelu, obie ręce manewrują z tyłu głowy, próbując ułożyć włosy w kucyk, wokół którego będzie całkiem gładko. Nie umiałam tego pohamować w dzieciństwie, nawet mimo upomnień rodziców, dzisiaj również mam z tym wielki problem. Za każdym razem, gdy stoję przed lustrem (lub akurat jestem w łazience) przynajmniej raz muszę przeczesać całe włosy.
- Mycie zębów - nie położę się do łóżka, ani nawet nie przysnę na chwilę, dopóki uprzednio nie wyszoruję porządnie zębów. Bez ich umycia również, nie wyjdę z domu. Często, gdy przez zwykłe lenistwo nie chce mi się iść do łazienki i próbuję się w środku dnia przespać, poleżę chwilę, po czym jednak idę do łazienki bo wkurza mnie, że gdy dotykam zębów językiem, nie są idealnie gładkie. Muszę je myć minimum dwie minuty, inaczej będę czuła się tak, jak przed umyciem.
- Drzwi od mieszkania - czy są zamknięte - w ciągu dnia sprawdzam kilka razy, a gdy idę spać sprawdzam idąc do łazienki i wracając z niej. Zamykam je na wszystkie możliwe zamki - jeśli coś wymaga przekręcenia klucza 2x to to zrobię. Nie usnę również przy otwartych drzwiach od garderoby. Jeśli są tylko lekko uchylone, proszę Męża, żeby je zamknął. Podobnie rzecz ma się z drzwiami od pokoju, te jednak nie muszą być szczelnie zamknięte, ale przymknięte koniecznie.
- Kubki i szklanki - tylko z kubka mogę się porządnie napić kawy czy herbaty. Natomiast wodę i sok koniecznie muszę pić ze szklanki. Jeśli zdarzy się, że napiję się soku z kubka, czuję się tak jakbym się wcale nie napiła - pragnienie wcale się nie zmniejsza. Gdy idę w gości, zawsze proszę o kawę w kubku jeśli to możliwe - w przeciwnym razie piję bardzo wolno i odczuwam lekki dyskomfort.
- Skarpetki - jeśli je zakładam, wyraźnie muszę widzieć, która jest prawa, a która lewa. Nie zakładam ich jak leci, a rozkładam całe, żeby zobaczyć w której jak są wypchane palce. Jeśli wydaje mi się, że w jakiejś parze są dwie prawe lub dwie lewe skarpetki, nie zakładam ich. Kilka razy próbowałam, ale za każdym razem kończyło się to zmianą skarpetek na takie, co do których mam pewność, że są prawe i lewe.
Jak zawsze mam problem z typowaniem osób, więc typuję, nie wiem z jakim skutkiem: caramellę, szwendaczka, Hexe, Karolinę i Jakuba.
Zakręcona
Nie wiem co mi jest ostatnio, ale ciągle chodzę jakaś zakręcona. Chyba można to zwalić na karb pogody, która nie potrafi się ustabilizować?
Dzisiaj odebrałam z poczty przesyłkę, którą dwa tygodnie temu wysłałam do koleżanki. Nic dziwnego, że nie dotarła do Niej, skoro zaadresowałam ją do samej siebie. Odebrałam również dwie zamówione przesyłki.
Piłka do ćwiczeń z pompką. Wszystko pięknie i fajnie, tylko końcówka pompki nie pasowała do dziurki w piłce. Mama trzymała końcówkę i piłkę, a ja pompowałam, ale piłka nie drgnęła. Po dłuższej chwili, skapitulowałyśmy. Byłam wściekła jak osa. Pompka nadawała się bowiem wyłącznie do wyrzucenia. Kto do towaru dołącza bezużyteczne gadżety?
Zajęłam się rozpakowywaniem podgrzewacza do wosku. Dwa wkłady, podgrzewacz, instrukcja obsługi, a gdzie kabel zasilający? Nie ma? To trzeba wysłać maila do sprzedającego. Gdy czekałam na odpowiedź, postanowiłam pobawić się podgrzewaczem. Podniosłam wieczko, a pod spodem znalazłam brakujący zasilacz. Pocieszam się, że nie byłam pierwsza - co znaczy, że nikt nie czyta instrukcji obsługi. W przeciwnym bowiem razie, kabel znalazłby się od razu.
W domu, postanowiłam jeszcze raz spróbować nadmuchać piłkę i jakby mnie olśniło! Uświadomiłam sobie, że cały czas próbowałyśmy napompować piłkę przez zawleczkę, która zabezpiecza ją przed uciekaniem powietrza. W ciągu pięciu minut moja piłka nabrała kształtu o średnicy 75 cm.
Siebie jeszcze mogłabym podejrzewać o robienie takich głupstw bo wygląda na to, że to ostatnio moja specjalność. Ale, żeby mama?