365 inspirujących słów

Zupełnie przypadkiem, trafiłam wczoraj na listę 365 inspirujących słów. Niestety, źle zinterpretowałam nagłówek, więc najpierw bardzo się ucieszyłam, a później, gdy porządnie się przyjrzałam swojemu znalezisku, nieco się rozczarowałam. Ale jak to mówią, nie ma tego złego!

Nagle bowiem przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, kiedy na hasło, wszyscy rysowaliśmy rysunki z danym elementem w tle, albo pisaliśmy historyjki, opowiadania i wiersze, z wylosowanym słowem w roli głównej.

Pomyślałam, że to doskonałe ćwiczenie, jeśli chodzi o trening w pisaniu. Praktykowałam to przez krótki czas kilka lat temu, przynosiło dobre efekty, więc może czas do tego wrócić?

Ćwiczenie polega na tym, że najpierw losuje się słowo, a potem pisze się o nim tekst. Podaje się minimalną ilość znaków, żeby się człowiek nie wykpił dwoma zdaniami i do dzieła. Ciekawe jest to, że ilekroć podejmowałam jakiś wątek, zainspirowana określonym słowem, z dna swojej pamięci, wyciągałam na światło dzienne przezabawne historie, które były z nim ściśle związane. W normalnym układzie, pewnie nigdy bym sobie o nich nie przypomniała. A to znaczy, że straciłabym całkiem sporo dobrych wspomnień :-)

Leave a Reply