Urodziny

Piątek, kolejne urodziny z trójką z przodu. Dzień wcześniej trochę marudziłam, że jestem stara, że jak to możliwe, że kiedy to zleciało oraz znowu chciałabym mieć 15 lat. Jednak w dniu urodzin, nastrój miałam doskonały. Szczególnie, że na dzień dobry, poproszono mnie w sklepie o pokazanie dowodu osobistego, co świadczy chyba o tym, że nie jest jeszcze aż tak źle, a wręcz przeciwnie.

Mogą mnie zdradzać siwe włosy, które widać na odrostach. Mogą zdradzać nieliczne zmarszczki, które pojawiają się wokół oczu, gdy się śmieję. Może mnie zdradzać milion innych rzeczy, jeśli tylko na to pozwolę. A ja nie pozwalam. A i ludzie jakby tego wszystkiego nie widzieli. Ludzie zwracają uwagę głównie na mój uśmiech oraz oczy, a to podobno od lat się nie zmienia i wciąż wygląda tak samo dobrze. A ja bezczelnie, nieskromnie, zgadzam się z nimi bo lubię, gdy w lustrze widzę siebie taką uśmiechniętą i z błyskiem w oku.

Co prawda nadal niechętnie zerkam na półkę z kosmetykami 30+, bo wciąż wydaje mi się, że mnie to przecież nie dotyczy, ale coraz lżej przyjmuję do wiadomości, że czasy 20+ już dawno minęły i choćby nie wiem co, nie wrócą.

Po upadku sprzed tygodnia, nadal pozostał mi ból w dolnej części kręgosłupa, ale nie przeszkodziło mi to w uczczeniu urodzin. W pracy był tort, sernik japoński i dużo słodkości, na które nawet nie spojrzałam, ale którymi z przyjemnością częstowałam ekipę i znajomych, którzy mnie odwiedzali. Dostałam mnóstwo kwiatów, dużo dobrego wina, które czeka na specjalną okazję i książkę, której tytuł rozbawił mnie do łez, a z której wskazówek z przyjemnością skorzystam, biorąc pod uwagę fakt, że jestem na diecie (recenzja za kilka dni).

Wieczorem wyszłam z Młodą, żeby tylko nie siedzieć w domu, a wczoraj miałam ochotę umrzeć i żałowałam, że zamiast uczcić 31 rok wielkim kawałkiem czegoś słodkiego, sięgnęłam po Mojito. Niby nie wypiłam go jakoś bardzo dużo, a czułam się tak, jakbym wypiła beczkę rumu. Alkohol to zło. Zdecydowanie. Dużo lepiej się czuję, gdy w ogóle go nie piję. W związku z czym, abstynencja do końca roku, bez dwóch zdań.

PS. Pozbyłam się kolejnych 4 kilogramów oraz wszystkie sukienki są już na mnie za duże.

1 Comment

  1. nina

    06/04/2014 at 5:55 pm

    z poślizgiem, ale z całego serca wszystkiego dobrego! niech plany realizują się same :)

Leave a Reply