Organizer i jakie wyciągnęłam wnioski

Mój organizer bez kolorów był bardzo smutny, a że jestem wzrokowcem i potrzebuję „wizualnych” bodźców, postanowiłam wprowadzić kolorowy system, dzięki któremu, planowanie sprawia mi jeszcze większą radość.

Wystarczyło użyć kolorowych zakreślaczy (lub żelowych długopisów) i wspomóc się karteczkami post-it, żeby organizer nabrał zupełnie innego charakteru. Teraz wystarczy rzut okiem na stronę, żeby zorientować się, jaki czeka mnie dzień oraz czego dotyczą najważniejsze „misje”.

Dziś na różowo

Na różowo oznaczam zadania związane z blogiem lub internetowymi projektami (tematy, pomysły, inspiracje, aktualizacje). Dzięki temu, bez problemu odnajduję fiszki dotyczące blogowania pośród innych kolorowych karteczek.

Pomarańczowy zarezerwowany jest dla języków obcych. Wybrałam taki energetyczny kolor, żeby mnie nastrajał do nauki i motywował – póki co, działa! Prawie tak dobrze, jak mój szef :-)

Na zielono koloruję sobie wszystkie rzeczy, które wymagają wyjścia z domu. Wybór nie był trudny, padł niejako naturalnie, gdyż zieleń kojarzy mi się z wiosną, pobytem na zewnątrz i przyrodą.

Żółty dotyczy zadań związanych z pracą, a fioletowy przeznaczyłam na wszystko to, co nie mieści się w żadnej z wymienionych kategorii.

Widok miesięczny

Korzystając z organizera przez ponad miesiąc, zauważyłam, że prawie w ogóle nie korzystam z kart, na których umieściłam widok miesięczny. Początkowo zapisywałam tam ważne daty, ale jeśli jakiejś daty nie umieszczę w widoku jednodniowym, to na pewno o niej zapomnę. Cykliczne wydarzenia udało mi się ogarnąć w inny sposób, więc w przyszłości mogę sobie te karty podarować.

Godzinowy plan dnia

Godzinowy plan dnia miał mi pomagać, a tymczasem, regularnie podnosi mi ciśnienie krwi z samego rana. Dlaczego? Prosty przykład.

Załóżmy, że zanotowałam przy godz. 8:00 misję, która nie jest osadzona w czasie i równie dobrze, może zostać wykonana o 17:00, ale z jakiegoś powodu ustaliłam, że zajmę się nią z samego rana. Następnego dnia, mam jednak problem z dobudzeniem się i wstaję o godz. 10:00. Zaglądam do mojego planu dnia i co się dzieje? Przeżywam zawał, nim sobie uświadomię, że przecież nic złego się nie stało, gdyż to zadanie, nie ma konkretnego terminu.

Aby uniknąć takich sytuacji, zapisuję wszystkie zadania w kategorii „do zrobienia”, która przypomina jeden wielki, kolorowy bohomaz, a część z „godzinowym planem dnia” pozostaje pusta. Marnowanie miejsca, które można przeznaczyć na coś innego.

Myślę, czy nie zastąpić tej rubryki nieco mniejszą, w której będę zapisywała umówione spotkania ze znajomymi lub wizyty lekarskie, wraz z godziną, a nie powiększyć części „do zrobienia”.

Okładka

Jako, że szykuję drugą wersję organizera, zamierzam wybrać sobie jakąś śliczną okładkę. Najlepiej taką, która będzie zabezpieczona na wypadek, gdyby coś mi się na nią rozlało. Może po prostu zadrukowana jakimś ładnym wzorem kartka, którą później zalaminuję i zbinduję razem z pozostałymi kartkami?

Aktualnie mam śliczną złotą, którą sama sobie wybrałam w punkcie ksero. Niestety, nie przypuszczałam, że po kontakcie z wodą, zafarbowuje mi ona kilka kolejnych kartek, a sama się w tym miejscu odbarwi na stałe.

Sposób łączenia

Plastikowy grzbiet kompletnie się nie sprawdził. Po pierwsze wygląda bardzo topornie (pan w punkcie ksero zafundował mi biały, który gryzł się ze złotą okładką), po drugie jest cholernie niewygodny (przyzwyczajona jestem do kołonotatników), a po trzecie – bardzo często, w torebce się „rozpina” i wyłazi z otworów w papierze, przez co kartki mi się rozsypują.

W innym punkcie ksero, bindują przy użyciu metalowych spiralek, więc następnym razem skorzystam z ich oferty.

Podsumowanie

Sam w sobie, organizer sprawdza się bardzo dobrze. Wiedziałam, że po pewnym czasie, w praktyce wyjdą pewne rzeczy, na które początkowo nie zwróciłam uwagi. Nie miałam też wątpliwości, że życie zweryfikuje to, co w projekcie było nieco „na wyrost”. Wyciągnęłam wnioski, więc nowa wersja będzie poprawiona i jeszcze lepsza.

Leave a Reply