David Allen vs Leo Babauta

W związku z tym, że postanowiłam przeorganizować swoje życie, sięgnęłam po lektury, o których słyszałam od innych blogerów:

  • David Allen – „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności”
  • Leo Babauta – „Skup się. Prosta droga do sukcesu”
  • Leo Babauta – „Minimalizm”

Pierwsze dwie książki już przeczytałam w całości. W zasadzie czytało się dobrze, ale muszę przyznać, że David Allen trochę nudził. Od mniej więcej połowy, „Getting Things Done” nieco mi się dłużyło i bardzo chciałam, żeby autor poruszył jakiś inny temat. Leo Babauta przemówił do mnie lepiej, gdyż „w pigułce” zawarł to, co David Allen przedstawił na ponad 250 stronach, a do tego zdążył jeszcze wspomnieć o kilku innych aspektach, nim dotarł do ostatniej, 115 strony. Widzicie różnicę?

Pierwsza pozycja może i jest dobra, ale jak dla mnie, zbyt szczegółowa i dokładna. Zbyt wiele w niej powtórzeń, trochę tak jak w „Pod Mocnym Aniołem”. Drugą zdecydowanie polecam, odmieniła moje spojrzenie na wiele spraw oraz moje podejście do życia. Zamiast kupować milion teczek, po jednej do każdego projektu jak proponował Allen, pójdę śladem Leo i sprzątnę to, co mi zalega na podłodze oraz pozbędę się wszystkich przeszkadzajek. O tym, jak się z nimi uporałam, będzie w kolejnej notce.

Bez wahania sięgnęłam po „Minimalizm”, gdyż jest to filozofia bliska memu sercu. Nie dotarłam jeszcze do końca, gdyż się książką delektuję i robię notatki na marginesie, ale już wiem, że chętnie poznam inne pozycje autora. Podoba mi się Jego filozofia oraz sposób w jaki pisze. Najważniejsze, że dociera tam, gdzie powinien, a Jego książek się nie zapomina i się do nich często wraca. To znaczy, ja wracam. Bo lubię.

Leave a Reply