Zostałam zaproszona na parapetówę. Miałam w sumie średnią ochotę iść, ale ostatecznie zdecydowałam, że pójdę i nie żałuję. Zajęłam miejsce przy półwyspie kuchennym bo turkusowe hokery, obite miękkim materiałem, urzekły mnie od pierwszego wejrzenia. Nawet nie dotarłam do tego suto zastawionego stołu. Miałyśmy pod ręką wino, orzechowy tort, owocowo – śmietanowe ciasto. Czy potrzeba nam było czegoś więcej? ;-)
Jak to na każdej imprezie, było kilka hitów oraz zabawnych sytuacji
Najpierw było, że ładnie się maluję. Padły nawet podejrzenia, że malowała mnie gospodyni imprezy. To było całkiem zabawne, biorąc pod uwagę fakt, że umalowane miałam jedynie usta. Zostałam „wymacana” po twarzy przez kilka kobiet, które nawet pociągnęły mnie za rzęsy, myśląc, że są doklejane. Mam tak naturalnie, a mimo to, wyglądam sztucznie, czy o co chodzi?
Później usłyszałam, że fajnie się ubieram. Kwestia ubioru w tej sytuacji, absolutnie nie podlega dyskusji, gdyż uwielbiam sukienkę, którą miałam na sobie, dobrze się w niej czuję i mogłabym ją nosić codziennie.
Oraz zachwycał się mną Pan w wieku 50+, powtarzając raz po raz, że coś w sobie mam. Generalnie wniosek był taki, że jestem fajnie orientalna, cokolwiek to znaczy.
Zostałam zmuszona niemal siłą, do zjedzenia krewetki. Instrukcja jedzenia krewetki brzmiała mniej więcej tak: złap za ogonek i weź to do buzi – nie byłam pewna, czy rzeczywiście o krewetce mowa. Spróbowałam. Udało się. Po czym zjadłam ich jeszcze osiem, układając na talerzu kompozycję z ogonków. Jestem z siebie dumna. Spróbowałam również sushi (nadal unikam surimi) i wciąż żyję. Był też absolutnie pyszny barszcz, który mogłabym pić wiadrami oraz wino, którego butelka była tak ładna, że spokojnie może służyć za wazon.
A później była Zumba, która sprawiła, że wszyscy zaczęli tańczyć i próbowali nadążyć za człowiekiem, który prezentował na ekranie telewizora wybrany wcześniej taniec. Tak, zdecydowanie fajnie się na to patrzy, a cała zabawa fajnie rozluźnia atmosferę. Odważnych podziwiam za to, że dali się wciągnąć, ja bym się poddała na starcie.
Rację miał ten, kto powiedział, że powinnam na imprezę iść bo wyjdę z niej z nową energią.