Jack Strong i 300: Początek Imperium

„Jack Strong” – przyznaję, że wybrałam się na film głównie ze względu na Marcina Dorocińskiego, którego bardzo lubię oglądać na ekranie. Nie zawiodłam się. Chociaż na temat głównego bohatera, nie mam tak jednoznacznego zdania jak niektórzy i nie potrafię Go zaszufladkować pod hasłem „zdrajca” czy „bohater”, Marcin Dorociński doskonale się wcielił w Jego rolę i stanął na wysokości zadania. Chciałam, żeby ktoś mi opowiedział tę historię, tak od początku do końca, a Pasikowski zrobił to doskonale i nawet, jeśli było tam więcej fikcji niż faktów, dobrze mi się to oglądało i „kupiłam to”. Chcę oglądać takie filmy. Szczególnie tak dobre i z tak dobrą obsadą. Nie nudziłam się w kinie bo wciągnęła mnie opowieść, która teoretycznie mogła mnie w ogóle nie zainteresować. Przygnębiła mnie, pokazana w filmie śmierć synów Kuklińskiego. Autentycznie było mi ich żal. Oraz samobójstwo Rakowieckiego, też mną w kinie zatrzęsło, aż zacisnęłam powieki i bałam się spojrzeć na ekran. Jakaś się wrażliwa zrobiłam.

„300: Początek Imperium” w 3D. Jedyny film w repertuarze Kino Orange, który wyświetlany był w 3D, dlatego chciałam go zobaczyć, ale również dlatego, że kostiumy, Grecja, wojna, miecze oraz piękne kobiety, niekoniecznie w roli kruchych, neurotycznych dam. Gdy ujrzałam napisy końcowe, byłam trochę rozczarowana. Ale jak to? Już po wszystkim? Ja chcę więcej! Gapiłam się na szalejącą z nienawiści Evę Green, która wcieliła się w rolę Artemizji i autentycznie widziałam w niej prawdziwą wojowniczkę. To prawda, że w filmie krew leje się strumieniami, a dzięki efektowi slow-motion jest to jeszcze bardziej widoczne, ale chyba nikt, nie liczył na to, że krwi w tym filmie uda się uniknąć. Nie znam się na produkcjach tego typu (tzn. w ogóle nie znam się na filmach), nie pamiętam tych, które obejrzałam kilka lat wcześniej. One mi się podobają, albo nie, tak po prostu. A ten mi się podobał. Nawet bardzo.

Tak, mam w tym roku szczęście do filmów. Zdecydowanie.

Leave a Reply