Migawki

  1. Barcelona!
  2. W listopadzie lecę na osiem dni do Barcelony – zarezerwowałam już lot i nocleg w samym sercu Barcy! Mam teraz motywację, więc intensywniej uczę się hiszpańskiego. Za kilka miesięcy, może mi się przydać! Kupiłam przewodnik Pascala, który pilnie studiuję, robię notatki i rozmawiam z ludźmi o tym, co warto zobaczyć. Szczególnie zależy mi na miejscach, które nie są przepełnione turystami.

  3. Mojito!
  4. Kiedy zorientowałam się, że nasza mięta pięknie wyrosła, pobiegłam, żeby zerwać garść listków i z wielkim uśmiechem na twarzy, oznajmiłam wszystkim: będzie mojito! Testowałam drinka na mojej szefowej, szefie i współpracownikach. W ciągu kilku dni, robiłam je wielokrotnie. Wczoraj także swojej mamie! Jest genialne! I chociaż nie ma go w karcie, jest najczęściej zamawianym drinkiem i chyba najbardziej lubianym.

  5. Pieczony dorsz!
  6. Promenada, pierwsze dni maja i pierwsza w tym roku ryba, zjedzona na świeżym powietrzu. Nie wiem, jakim cudem udało mi się wyciągnąć mamę na tak długi spacer, ale warto było bo dorsz z pieca z warzywami był po prostu genialny!

  7. Coffee Bar
  8. Mój ulubiony, letni coffee bar został otwarty na początku maja. Gdy skończyłam pracę wcześniej, wybrałam się na inaugurację – czyli ulubione latte malinowe oraz sernik sardyński (uczciłam tym samym zrzucenie 15 kg!). Dwa dni temu zamówiłam cafe banana – dobre, ale malinowe wciąż wygrywa.

  9. Nietoperz
  10. Powinni mi płacić szkodliwe z pracę w trudnych warunkach. Nie dość, że na każdym kroku pająki, jaszczurki i inne wstrętne robale to jeszcze nietoperze. Pół biedy, kiedy latają mi nad głową, gdy siedzę przy kominku! Najbardziej przerażają mnie te martwe, które znajduję w bluzie wiszącej na krześle, bądź w kloszu podczas wymiany żarówki.

  11. Bilard
  12. Za swój osobisty sukces uważam, pierwszą w życiu wygraną w bilard. I to wygraną, nie dlatego, że ktoś wbił czarną bilę do innej uzy, a dlatego, że to ja wbiłam ją dokładnie tam, gdzie powinnam! Wydałam przy tym okrzyk radości, na który zwrócili uwagę wszyscy dookoła. Że niby trening czyni mistrza?

Leave a Reply