Pod Mocnym Aniołem

„Wesele” było świetne, realistyczne aż do bólu. Obejrzałam je trzy razy. „Dom Zły” dopiero za drugim podejściem, zyskał moją sympatię. Okazało się bowiem, że trzeba się na nim mocno skupić. „Róża” była moim filmowym numerem jeden roku 2012, a „Drogówka” mną nieco potrząsnęła. Nic więc dziwnego, że bardzo chciałam obejrzeć „Pod Mocnym Aniołem”.

Miałam tę możliwość w miniony weekend, dzięki Kino Orange. Przeczytałam o filmie zaledwie jedną recenzję, ale wiedziałam, że jeśli jest to film Smarzowskiego, w którym dodatkowo występuje „stała ekipa”, to musi to być przynajmniej DOBRE.

Sala wypełniona po brzegi. Brakowało biletów, więc zorganizowali dla chętnych dodatkowy seans. Siedziałam jak wryta. Pierwszy raz, nie czułam jak cholernie niewygodne są siedzenia. Pierwszy raz, nie czułam bólu pleców po seansie. Pierwszy raz od dawna, wyszłam z kina pogrążona w myślach tak głęboko, że nie docierało do mnie nic z tego, co mówią mijający mnie ludzie. A przecież tak lubię słuchać tego, co inni sądzą o filmie. Zanotowałam tylko, że część osób nie zdecydowała się pójść do knajpy na piwo. A część wręcz przeciwnie. Jaki odsetek tych drugich (w większości ziejących alkoholem już przed seansem), będzie kiedyś mógł się utożsamić z bohaterami filmu? Nie chcę wiedzieć.

Film mocny. Bardzo. Nadal mnie boli i uwiera gdzieś tam w środku. Bo temat alkoholizmu nie jest mi obcy. Bo dotknął mnie osobiście. Bo widziałam, jak to się zaczyna. Byłam świadkiem powolnego staczania się na dno. Byłam świadkiem upadku.

Ilość powtórzeń, o których każdy z recenzujących wspomina, faktycznie była zbyt duża. Niepotrzebnie.

I chociaż jest to bardzo brutalna produkcja, polecam. Niekoniecznie tym, których temat dotknął osobiście. W końcu każdego dnia, spotykamy na swojej drodze dokładnie takich ludzi, jakich zobaczyć można „Pod Mocnym Aniołem”.

Leave a Reply