Royal Joker już nie taki royal

Jeszcze na początku zeszłego roku, narzekaliśmy, że nie ma w naszym mieście lokalu do którego można pójść, napić się dobrego drinka i porozmawiać. Chodziło o takie miejsce, w którym z personelem jesteś na Ty, pijasz drinki, których nie ma w karcie i możesz się na wejściu rozpłakać jak dziecko, a zawsze ktoś Cię pocieszy, winem, czekoladą lub rozmową od serca.

Royal Joker był takim miejscem. Przez całe wakacje, wpadaliśmy tam na drinka, graliśmy w bilard, albo po prostu siadaliśmy przy barze i gadaliśmy godzinami. Znaliśmy tam wszystkich stałych klientów, czuliśmy się tam jak w domu i wiedzieliśmy, że jeśli chcemy uciec przed bylejakością, tam będzie najbezpieczniej. Działy się tam rzeczy niezwykłe. To był lokal na bardzo wysokim poziomie.

Poszłam tam z Młodą w sobotę pierwszy raz w tym roku i chociaż uprzedziła mnie, że to miejsce się zmieniło, chciałam to zobaczyć na własne oczy. Gdy na wejściu zobaczyłam ochroniarzy, lekko zwątpiłam. Kiedy po wejściu do środka usłyszałam bardzo głośną muzykę, kolorowe światła i tłum wrzeszczących licealistek, miałam ochotę wybiec z krzykiem. Co tu się stało?

Podeszłyśmy do baru, a ten sam personel, z którym jeszcze niedawno żartowaliśmy i śmialiśmy się z głupich dowcipów, który witał nas zwykle już od progu, potraktował nas tak, jak traktuje się klienta w kolejce do kasy w supermarkecie. Zamiast kolorowego drinka, zamówiłyśmy po wodzie i stwierdziłyśmy, że trzeba stąd jak najszybciej uciekać. Czułyśmy się, jakbyśmy wtargnęły na obce terytorium. Gdzie ten swojski klimat? Gdzie stali klienci, którzy wpadali tu po pracy, siadali przy barze i nie musieli mówić ani słowa, by pojawił się przed nimi ulubiony trunek?

Nawet toaleta tam była ROYAL. Przestrzenna, wyłożona pięknymi, wielkimi kaflami, sprawiała wrażenie bardzo luksusowej i nie straszyła tak, jak potrafią toalety w innych lokalach. Tam pójście do toalety było dodatkową przyjemnością. Teraz wewnątrz pięknego pomieszczenia, postawili dwie wstrętne, białe kabiny, które całkowicie zepsuły charakter wnętrza.

Dopiłyśmy wodę, zdawkowo się pożegnałyśmy i uciekłyśmy do samochodu, gdyż nawet tam było teraz przytulniej. Dobrze, że mam stamtąd śliczne wspomnienia, w tym to najpiękniejsze. Kiedy siedząc przy barze o 4 nad ranem, w milczeniu zajadaliśmy się kromkami gorącego, świeżutkiego chleba z masłem, który podrzucili dwaj stali klienci, wracający z pracy w piekarni po nocnej zmianie. Szkoda, że te czasy minęły. Żal, że znowu nie mamy dokąd pójść.

Leave a Reply