Kilka dni temu, odkurzacz po raz milionowy odmówił współpracy. Zdecydowałam więc, że w prezencie urodzinowym chcę nowiutki, bezworkowy odkurzacz, który będzie wyposażony w turboszczotkę (bo w mieszkaniu mam wykładzinę). Znalazłam model Dirt Devil i się zakochałam od pierwszego wejrzenia. Opinie miał bardzo dobre, cenę przyzwoitą, więc zamówiłam.
Dotarł dzisiaj, więc musiałam go przetestować. Wyjęłam z kartonu wszystkie elementy, zapoznałam się z instrukcją, obejrzałam każdą ssawkę dokładnie i przystąpiłam do „odkłaczania” wykładziny. Turboszczotka sprawiła, że odkurzanie przestało być przykrym obowiązkiem, zakończonym bólem mięśni. Nareszcie nie muszę używać ogromnej siły nacisku, żeby zebrać z wykładziny kocie futro.
Dirt Devil jest czerwony, ma bardzo wygodny pojemnik z łatwym systemem czyszczenia, regulowaną do wzrostu rurę i jest tak zwyczajnie ładny.
Zainspirował mnie do zrobienia w mieszkaniu generalnych porządków. O tym, jak się z nimi uporałam, pewnie będzie w kolejnej notce…
