Dodatkowy przypływ gotówki, zdecydowałam się wydać na biustonosze. Od patrzenia na własny biust w za dużym staniku, robiło mi się już słabo, więc zwolniłam się godzinę wcześniej z pracy i poszłam na zakupy.
Wiedziałam tylko, że potrzebny mi jest na pewno jeden jasny model, który będzie nadawał się pod letnie ubrania. Drugi model mógł być w zasadzie dowolny, ale najlepiej, żeby był ciemny, niekoniecznie czarny.
Pierwszy raz, nie przeszkadzało mi zupełnie to, że Pani wtargnęła do przymierzalni (za moją zgodą rzecz jasna) i pomagała mi dobrać odpowiedni rozmiar. Szczerze mówiąc, to było nawet bardzo wygodne i zaoszczędziło mi wielu niepotrzebnych przymiarek.

Zdecydowałam się na lekko szary model Alma, który spodobał mi się od razu – głównie ze względu na to, jak trzyma piersi i jaki nadaje im kształt. Drugi model, który kupiłam to Emma w paskudnym odcieniu zieleni. Muszę jednak przyznać, że mimo niechęci do tego koloru, biustonosz jest w sumie ładny, a najważniejsze, że leży jak trzeba.
Niby jedna firma, a rozmiar rozmiarowi nierówny i trzeba mierzyć. Z dwóch zakupionych biustonoszy – jeden jest w rozmiarze rozmiarze 70G, a drugi w rozmiarze 70FF. Do jednego z modeli udało mi się również zakupić śliczne stringi. Znaczy się – na rozbieraną randkę jestem w sumie gotowa ;)
Jakoś w lutym (mam zaległości w notowaniu udanych zakupów), pisałam o biustonoszach z
Biustonoszy z Dalii miałam już kilka. W jednym wylazł drut, w innym fiszbiny się połamały, a jeszcze inny rozciągnął się już tak, że po prostu wszystko mi się z niego wylewało, a sam stanik wiecznie mi się przesuwał i odczuwałam dość duży dyskomfort.
Główną wadą tego biustonosza jest jego kolor – biały. Trudno założyć biały biustonosz do czarnej sukienki i to takiej, spod której wystają ramiączka. Oprócz tego, prawie robi wielką różnicę, więc do ideału temu modelowi trochę brakuje.


