Od niedawna, bardzo lubię robić zakupy w Camaieu. To jeden z niewielu sklepów, w którym ubrania miewają żywe kolory. Jestem mocno do tyłu z aktualnymi trendami, ale przyznam, że w ogóle mi się nie podoba to, że wszędzie roi się od ubrań w pastelowych barwach. Drażni mnie, że najbardziej żywym i mocnym kolorem jest… czerń!
Udało mi się w Camaieu właśnie kupić przewiewne, ładne bluzki na upalne dni. Oprócz amarantowej, wybrałam też białą i czarną (że niby nie nadaje się na lato? ależ!) bo krój mi się podobał i w ogóle. Oprócz tego dorwałam coś w kolorze turkusowym i w zasadzie wróciłam do domu zadowolona.
Wczoraj ponownie nawiedziłam Szczecin i wyruszyłam do centrum handlowego w poszukiwaniu butów. To dopiero był koszmar. Udało mi się kupić jedynie japonki w Deichmannie – bez szału, ale potrzebowałam czegoś, w czym stopa będzie mogła oddychać.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wróciła z nową parą kolczyków – różowe, iście landrynkowe kule bardzo przypadły mi do gustu.

