Tag Archives | codzienność

Nowy Rok

Sylwester upłynął mi bardzo spokojnie, ale bardzo miło. Co prawda planowałam Go przespać, ale może dobrze, że tak się nie stało. Paweł przyjechał i dobrze mi to zrobiło. Wypiliśmy jakiegoś drinka, poszliśmy na muszlę koncertową, żeby obejrzeć fajerwerki i generalnie było fajnie. Następnego dnia spaliśmy do południa, a później zrobiliśmy sobie spacer bo musiałam nakarmić zwierzęta w pracy.

W związku z tym, że od 1 stycznia mam przynajmniej miesiąc wolnego, nadrabiam zaległości. Jeden dzień niemal w całości przespałam. Drugi spędziłam na oglądaniu filmów, a dzisiaj planuję wyczesać kota u mojego brata, zrobić kilka zdjęć i ogarnąć chaos w mieszkaniu.

Regeneruję się i zbieram siły. Robię plany z wyprzedzeniem. Notuję w kalendarzu wydarzenia, których za nic nie chcę przegapić. Chciałabym, żeby ten rok taki właśnie był – spokojny i dobry jak tych kilka dni.

0 Comments

Gdzie jest mój pies?

Wczoraj, znalazłam w skrzynce pismo z Wydziału Podatków i Opłat Lokalnych Urzędu Miasta. Pismo było zaadresowane do mnie i wynika z niego, że na moim koncie zanotowana została zaległość, gdyż nie zapłaciłam podatku za psa, który należało uregulować do 31 marca 2010 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ja jako ja, nigdy nie miałam psa. Co ciekawe, wyraźnie napisane było, że zaległość została zidentyfikowana na podstawie ewidencji zaczipowanych psów.

Wybrałam się dzisiaj do Urzędu, żeby wyjaśnić tą zabawną sytuację. Wdrapałam się na II piętro Urzędu i dotarłam do pokoju 204, w którym miałam się stawić. Zapukałam, weszłam do środka i pięknie się przywitałam. Niestety, wszystkie cztery kobiety, które znajdowały się w środku, jakby nie zauważyły zupełnie mojej obecności. Gapiły się w monitory i żadna nie zareagowała jak należy.

Przez chwilę myślałam, że śnię. Dopiero po chwili, jedna z Pań, łaskawie poprosiła mnie do siebie. Jej wzrok był tak przerażający, że miałam ochotę uciec jak najdalej stąd. Byłam jednak dobrej myśli i naiwnie liczyłam, że uda się to wszystko szybko wyjaśnić.

Pokazałam kobiecie pismo, na które nawet nie spojrzała i w skrócie naświetliłam sprawę. Powiedziałam, że jestem właścicielką sześciu kotów, ale nigdy nie miałam psa i chciałabym tą sprawę wyjaśnić i w miarę możliwości zamknąć.

Byłam w głębokim szoku, gdy usłyszałam, że skoro dostałam pismo, to pewnie jakiś pies jest na mnie zarejestrowany i muszę uregulować opłatę. Do urzędniczki zupełnie nie docierało to, co mówię. Kiedy kolejny raz tłumaczyłam, że to po prostu NIEMOŻLIWE, dowiedziałam się, że „ich baza danych nie odróżnia psa od kota”. Muszę więc wysłać (pocztą bądź faxem) pismo wyjaśniające. Nie było możliwości załatwienia sprawy od ręki. Przepraszam?

Co mnie interesuje, że korzystają z jakiejś kulawej bazy, która nie odróżnia psa od kota? Mam rozumieć, że każdy mieszkaniec miasta, który jest właścicielem zaczipowanego kota, otrzymał takie pismo i teraz wszyscy musimy słać listy wyjaśniające? To jakiś kiepski żart, prawda?

Kiedy już ochłonęłam (a trochę to trwało), dotarło do mnie kilka istotnych faktów, które na całą sprawę rzucają całkiem nowe światło:

  1. Nasz weterynarz, czipując koty, wyraźnie powiedział, że nie potrzebuje dokumentów, które dołączone są do czipów, gdyż do bazy danych wprowadza tylko psy. Skoro rejestruje w niej tylko psy, to kobieta w UM była niedoinformowana lub na szybko wymyślała wymówki.
  2. Jestem zameldowana na Piłsudskiego, a pismo było zaadresowane na Paderewskiego. Skąd UM wiedział, żeby pismo wysłać na ten właśnie adres?
  3. Nawet, jeśli chodziłoby o psa mojego Męża, to nie był on zaczipowany, ani zarejestrowany na mnie. Inna sprawa, że ów pies, nie mieszka z nami od 2006 roku – wyprowadził się jeszcze przed naszym ślubem.

Pismo wyjaśniające już wyprodukowałam. Wysłałam je e-mailem, a jutro dodatkowo wyślę je faxem oraz listem poleconym, żeby mieć w ręce dowód nadania, na wypadek, gdyby sprawa się przeciągnęła. Co wcale by mnie nie zdziwiło…

0 Comments

Czarny Kot na szczęście

Podobno 17 listopada, obchodzony jest Dzień Czarnego Kota. Bardzo mi się to „święto” spodobało i postanowiłam koniecznie wyróżnić moją małą, czarną mambeczkę. W związku z tym, iż czarne koty są bardzo krzywdzone przez przesądy i inne głupie powiedzenia, zasługują na specjalne traktowanie cały czas, ale dziś szczególnie.

Dla tych, którzy sądzą, że czarny kot przynosi pecha, mam następującą wiadomość: mnie, zdecydowanie przynoszą one szczęście!

Odnalazłam dzisiaj kolczyki, których szukałam od trzech miesięcy, z marnym skutkiem. Zlokalizowałam również potwierdzenie nadania przesyłki, która idzie do Szczecina już dwa tygodnie. Tym samym okazało się, że koleżanka otrzymała powtórne awizo, więc radość moja jest jeszcze większa.

Byłam również przekonana, że mam ogromne zaległości w prenumeracie Bluszczu, ale okazało się, że po prostu kilka numerów zaległo na głośniku w dużym pokoju i zwyczajnie o nich zapomniałam. Usiadła na nich czarna kotka i dzięki temu sobie o nich przypomniałam.

To będzie ciekawy dzień :)

0 Comments

Zabiegany poniedziałek

Jak wieje nudą, źle. Gdy się dzieje za dużo, też niedobrze. Kobiecie to jednak ciężko dogodzić. Nie mogłam się dzisiaj ogarnąć, a miałam do załatwienia kilka spraw przed wyjazdem.

W niedzielę wieczorem, wyprałam większość ubrań, zrobiłam listę, które bezwzględnie muszę ze sobą zabrać, a także listę „rzeczy do zrobienia” w dniu wyjazdu, tj. w czwartek. Miałam również plan poniedziałku, który lekko mi się dzisiaj rozsypał bo spałam dwie godziny dłużej, niż planowałam.

Zaliczyłam obiad u teściów, a przy okazji załapałam się na rocznicowy torcik serowy (51 rocznica ślubu, to jest coś), a w drodze do domu zrobiłam kilka przedświątecznych zakupów, aby uniknąć robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. Szkoda, że zapomniałam przy tym, o załatwieniu spraw bieżących.

W związku z tym, że tydzień temu nie dostałam odpowiedzi od właściciela obiektu, w którym zamierzałam zarezerwować dla siebie nocleg w Poznaniu, postanowiłam zadzwonić. Okazało się, że Pan odpisał, ale mail zaginął po drodze, albo został potraktowany jako spam. Umówiłam się, że nocleg będę miała od soboty bo do piątku wszystko jest pozajmowane. I tak nieźle. W końcu nie mogę siedzieć przyjaciołom na głowie.

Niestety, za próbę niebycia ciężarem dla nikogo, zostałam dzisiaj porządnie opierniczona. Mąż koleżanki wyjeżdża, a Ona nie lubi być sama, więc koniecznie mam odwołać rezerwację bo będę nocowała u Niej, a Ona dodatkowo wybierze się ze mną na wystawę i pomoże mi z kotami. Cudnie. Będę teraz tylko musiała odwołać rezerwację, o którą tak zabiegałam.

Oprócz tego, okazało się, że niespodzianka, wysłana do znajomej poleconym priorytetem w dniu 3 listopada, w dalszym ciągu do Niej nie dotarła. Jak na złość, pierwszy raz w życiu zgubiłam dowód nadania i to akurat teraz, kiedy przesyłka prawdopodobnie zaginęła w akcji (również po raz pierwszy w życiu). Poczekam jeszcze kilka dni. Jeśli nie dojdzie, spróbuję dowiedzieć się na poczcie, w jaki sposób można odnaleźć przesyłkę, choć czarno to widzę.

Zrobiłam za to cudownie pachnący peeling do ciała, który sprawdza się dużo lepiej, niż niektóre sklepowe. Przepis w oddzielnej notce, ale to jak już się wyśpię, wstanę i ogarnę.

0 Comments