Wczoraj, znalazłam w skrzynce pismo z Wydziału Podatków i Opłat Lokalnych Urzędu Miasta. Pismo było zaadresowane do mnie i wynika z niego, że na moim koncie zanotowana została zaległość, gdyż nie zapłaciłam podatku za psa, który należało uregulować do 31 marca 2010 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ja jako ja, nigdy nie miałam psa. Co ciekawe, wyraźnie napisane było, że zaległość została zidentyfikowana na podstawie ewidencji zaczipowanych psów.
Wybrałam się dzisiaj do Urzędu, żeby wyjaśnić tą zabawną sytuację. Wdrapałam się na II piętro Urzędu i dotarłam do pokoju 204, w którym miałam się stawić. Zapukałam, weszłam do środka i pięknie się przywitałam. Niestety, wszystkie cztery kobiety, które znajdowały się w środku, jakby nie zauważyły zupełnie mojej obecności. Gapiły się w monitory i żadna nie zareagowała jak należy.
Przez chwilę myślałam, że śnię. Dopiero po chwili, jedna z Pań, łaskawie poprosiła mnie do siebie. Jej wzrok był tak przerażający, że miałam ochotę uciec jak najdalej stąd. Byłam jednak dobrej myśli i naiwnie liczyłam, że uda się to wszystko szybko wyjaśnić.
Pokazałam kobiecie pismo, na które nawet nie spojrzała i w skrócie naświetliłam sprawę. Powiedziałam, że jestem właścicielką sześciu kotów, ale nigdy nie miałam psa i chciałabym tą sprawę wyjaśnić i w miarę możliwości zamknąć.
Byłam w głębokim szoku, gdy usłyszałam, że skoro dostałam pismo, to pewnie jakiś pies jest na mnie zarejestrowany i muszę uregulować opłatę. Do urzędniczki zupełnie nie docierało to, co mówię. Kiedy kolejny raz tłumaczyłam, że to po prostu NIEMOŻLIWE, dowiedziałam się, że „ich baza danych nie odróżnia psa od kota”. Muszę więc wysłać (pocztą bądź faxem) pismo wyjaśniające. Nie było możliwości załatwienia sprawy od ręki. Przepraszam?
Co mnie interesuje, że korzystają z jakiejś kulawej bazy, która nie odróżnia psa od kota? Mam rozumieć, że każdy mieszkaniec miasta, który jest właścicielem zaczipowanego kota, otrzymał takie pismo i teraz wszyscy musimy słać listy wyjaśniające? To jakiś kiepski żart, prawda?
Kiedy już ochłonęłam (a trochę to trwało), dotarło do mnie kilka istotnych faktów, które na całą sprawę rzucają całkiem nowe światło:
- Nasz weterynarz, czipując koty, wyraźnie powiedział, że nie potrzebuje dokumentów, które dołączone są do czipów, gdyż do bazy danych wprowadza tylko psy. Skoro rejestruje w niej tylko psy, to kobieta w UM była niedoinformowana lub na szybko wymyślała wymówki.
- Jestem zameldowana na Piłsudskiego, a pismo było zaadresowane na Paderewskiego. Skąd UM wiedział, żeby pismo wysłać na ten właśnie adres?
- Nawet, jeśli chodziłoby o psa mojego Męża, to nie był on zaczipowany, ani zarejestrowany na mnie. Inna sprawa, że ów pies, nie mieszka z nami od 2006 roku – wyprowadził się jeszcze przed naszym ślubem.
Pismo wyjaśniające już wyprodukowałam. Wysłałam je e-mailem, a jutro dodatkowo wyślę je faxem oraz listem poleconym, żeby mieć w ręce dowód nadania, na wypadek, gdyby sprawa się przeciągnęła. Co wcale by mnie nie zdziwiło…