Organizujemy w pracy mnóstwo imprez w ciągu roku. Mój szef doskonale je prowadzi. Potrafi rozkręcić, nawet najbardziej sztywne towarzystwo. Jakiś czas temu, mieliśmy jedną z takich imprez. W trakcie, dowiedzieliśmy się, że tuż po niej, będziemy mieli kolację dla piłkarzy naszej drużyny piłkarskiej. Osób miało być niewiele, więc ja zostałam, a kolega poszedł do domu.
Stałam właśnie za barem, gdy kolejno wchodzili do sali wszyscy zawodnicy. Zwykle każdy witał mnie radosnym „dobry wieczór” oraz uśmiechem. WTEM. W oczach jednego z zawodników, ujrzałam coś magicznego. Jego uśmiech i spojrzenie, mówiły mi, że nie tylko ja to ujrzałam.
Zaraz po historii obiektu, szef rzucił standardowe hasło: Nasza Karolinka szuka Męża! Kiedy próbowałam ogarnąć chaos między stolikami, poczułam, że ktoś chwyta mnie za rękę i mówi, że jeśli to prawda to On jest chętny. Tak, to był właśnie On – facet z magicznym czymś, co sprawiło, że serce zaczęło mocniej walić. Zarumieniłam się tylko, a później w sumie zapomniałam o temacie…
Później były szamańskie tańce oraz próba odczarowania złej passy. Żeby nasi piłkarze już nie remisowali, ale wygrywali mecze. Wszystko to, było w sumie zabawne, ale kobieta, która czary odprawiała, naprawdę w nie wierzy, więc wszyscy dzielnie zachowywali powagę…
Po zakończeniu imprezy, gdy poszłam pilnować, żeby na teren obiektu nie wtargnął jakiś nieproszony gość, syn mojego szefa zażartował, że On się na chwilę odwróci, żebym mogła pożegnać się z TYM MĘŻCZYZNĄ. Chciałam tylko grzecznie powiedzieć „dobranoc”, gdy On się zatrzymał, chwycił mnie za ręce i obiecał, że tutaj wróci, nie dla szamanki, ale dla mnie. Znowu się zarumieniłam i zapomniałam o temacie.
Szamańskie czary zadziałały. Nasza drużyna przestała remisować. Przegrała za to, dwa kolejne mecze.
Kilka tygodni po tym incydencie, nawiedził nas w pracy, pewien stały bywalec – gość z Niemiec, który w interesach przyjeżdża do Świnoujścia. Niemiec w wieku 50+, próbuje mówić po polsku i powtarza do znudzenia: Karolina szuka męża tak? Ja szukać żona! Szczerze mówiąc, mam traumę po każdej Jego wizycie i zwykle chowam się po kątach, jeśli to tylko możliwe. Ostatnio postanowił dodatkowo mnie obślinić i robił mi zdjęcia, co mocno mnie wkurzyło. Gdy ów Pan już się pożegnał, do sali wpadł mój kolega, machając rękoma, wykrzykiwał, że natychmiast mam iść na zewnątrz, że tamten gość już sobie poszedł, ale nie ma czasu na tłumaczenie i po prostu mam wyjść bo KTOŚ DO MNIE PRZYSZEDŁ. Oczywiście nie ruszyłam się na krok. Byłam przekonana, że znowu chcą mnie w coś wrobić, więc dalej zajmowałam się swoją robotą, gdy w drzwiach ujrzałam JEGO.
Wrócił, tak jak obiecał. Szukał mnie dzień wcześniej, ale było już zamknięte. Nie wierzyłam w to, co widzę, ale próbując hamować emocje, zrobiłam kawę i zaczęliśmy rozmawiać. Wymieniliśmy numery telefonów i wstępnie umówiliśmy się na wieczór. Tego dnia, nasza drużyna nareszcie wygrała mecz. Od tamtej pory, spotykamy się praktycznie codziennie, a chłopcy wygrali kolejny mecz i nie grozi im już spadek.
Ciąg dalszy nastąpi…