Angelina Jolie i Johnny Depp w jednym filmie? Nie mogłabym tego przegapić, za żadne skarby świata. Najpierw nie mogłam dotrzeć do kina, później na jakiś czas o produkcji zapomniałam, aż w końcu udało mi się go obejrzeć.
Nie żałuję ani jednej przeznaczonej na film minuty. O ile nie powaliła mnie na kolana fabuła filmu, o tyle urzekł mnie wygląd głównych bohaterów i chociażby dlatego warto było Turystę obejrzeć.
Film oglądało się w zasadzie bardzo przyjemnie. Piękne widoki – bo przecież Paryż i Wenecja. Cudowne luksusowe wnętrza, łodzie oraz przepiękne stroje – jestem na tak. Nie sposób również nie wspomnieć o sprawcach całego filmowego zamieszania.
Angelina wyglądała olśniewająco – tą wersję Angeliny lubię najbardziej, inteligentną, silną i niesamowicie elegancką. W każdej kolejnej kreacji wyglądała lepiej i lepiej. W tym filmie, w przeciwieństwie do Oszukanej podoba mi się zdecydowanie bardziej. Nie wyglądała tak przeraźliwie chudo, jej usta nie wyglądały tak komicznie – raczej wszystko w niej było proporcjonalne i zwyczajnie ładnie.
Johnny Depp jak zwykle ujmujący, świetnie wcielił się w rolę turysty – matematyka i podobnie jak Angelina wyglądał dokładnie tak, jak lubię. Ah ten rozwiany włos i zarost. Role w których Depp gra nieco zagubionego, zawsze tak samo mnie rozbrajają..
Tak, to było całkiem miłe zakończenie mojego wolnego weekendu.
StreetDance to moim zdaniem taki Step Up, ale z nieco innej (niższej?) półki. Połączenie tańca ulicznego z baletem brzmi nieco abstrakcyjnie i chyba dlatego sięgnęłam po ten film. Byłam bardzo ciekawa, w jaki sposób zostały pogodzone te dwa, skrajnie różne światy. Fabuła bardzo podobna – grupa zapalonych tancerzy, która marzy o tym, żeby wygrać bardzo ważny konkurs. Bohaterowie przeżywają oczywiście chwile zwątpienia, pojawia się kryzys, wątek miłosny i generalnie wszystko dobrze się kończy. W przeciwieństwie do tańczących ekip z dwóch pierwszych części Step Up, bohaterowie StreetDance mają oparcie w bardzo przychylnej nauczycielce baletu, której to postać bardzo przypadła mi do gustu.
Kochaj i tańcz to film z serii „must see”, głównie ze względu na to, że jest to pierwszy polski film taneczny. Obok Mateusza Damięckiego, Kasi Figury, Katarzyny Herman i Izabeli Miko, w filmie występują młodzi, utalentowani ludzie – finaliści programu You Can Dance.
Bardzo lubię oglądać ludzi, którzy potrafią tańczyć. Prawdopodobnie wynika to z tego, że sama zawsze wstydziłam się tańczyć i na imprezach unikałam parkietu. Żartowałam sobie, że rodzice i brat wyrabiają za mnie normę, gdyż cała trójka świetnie tańczy i najwyraźniej to lubi. Co prawda, od jakiegoś czasu chętniej wychodzę poruszać „bioderkami”, ale muszę mieć wtedy naprawdę dobry nastrój i odpowiednie towarzystwo.
Czytałam książkę. Podobała mi się bardziej niż Kod Leonarda da Vinci, więc i filmu nie mogłam sobie odmówić. Seans filmu w wersji cyfrowej miał się rozpocząć minutę po północy. Bez zastanowienia zarezerwowałam bilety i pojechaliśmy. Nie żałuję, ani tych 200 km w samochodzie, ani późnego powrotu do domu.