Tag Archives | muzyka

Secret Symphony

Początek roku 2012 obfituje w muzyczne premiery. Wśród płyt z serii „must have” jest oczywiście album „Secret Symphony” Katie Melua, który właśnie dzisiaj ma swoją premierę. Z tej okazji, zarezerwowałam sobie poniedziałkowy wieczór wyłącznie dla siebie. Pierwszy raz, zrobiłam coś podobnego dla muzyki, ale znając dotychczasową twórczość Katie, byłam przekonana, że zasługuje na to, by skupić na Niej całą swoją uwagę.

Wanna pełna gorącej wody, pachnąca czekoladą piana, wyciszone telefony, śliwkowa herbata, a w tle „Secret Symphony”. Spodziewałam się czegoś nastrojowego i Katie mnie nie zawiodła. Kolejny raz, śmiało mogę powiedzieć, że absolutnie uwielbiam Jej twórczość – CAŁĄ, bez wyjątku.

  1. Gold In Them Hills
  2. Better Than A Dream
  3. The Bit That I Don`t Get
  4. Moonshine
  5. Forgetting All My Troubles
  6. All Over the World
  7. Nobody Knows You When You`re Down and Out
  8. The Cry of the Lone Wolf
  9. Heartstrings
  10. The Walls of the World
  11. Secret Symphony

Better Than A Dream i The Bit That I Don`t Get to utwory, które usłyszałam i pokochałam na długo przed premierą płyty. Przez to, czułam się, jakbym znała ten album od zawsze. Podobają mi się, gdyż słychać w nich Katie, jaką pamiętam sprzed „The House”.

Przy Moonshine zaczęłam się kołysać w rytm muzyki. Podobnie było przy Heartstrings. To chyba dwa najbardziej energiczne kawałki na płycie. Ich odmienność od razu rzuca się „w ucho”. Czy mi się podobają? Ależ! Nie jestem jednak pewna, który bardziej.

Forgetting All My Troubles jest autorską piosenką Katie i jedną z tych, które od razu zagościły w moim sercu.

All Over the World, przy pierwszym odsłuchaniu skojarzyło mi się ze smutnym utworem End of the World, śpiewanym przez Skeeter Davis (nie dlatego, że oba utwory mają „świat” w tytule, o nie). Na szczęście utwór Katie jest absolutnie inny. Prosty, spokojny. Ładny.

Może to zabawne, ale utwór Nobody Knows You When You`re Down and Out, podobnie jak poprzedni, przywiał skojarzenie z innym kawałkiem. Tym razem była to Ta ostatnia niedziela Mieczysława Fogga, ale również skojarzenie trwało tylko chwilę.

Tytułowa Secret Symphony to absolutnie boska ballada zamykająca płytę. Poczułam po niej wielki niedosyt i smutek, że to już koniec. Na szczęście mogę zacząć od początku, albo od końca, albo w dowolnej kolejności. Co nie zmienia faktu, że żal bo skończyło się zbyt szybko.

Przeczytałam gdzieś, że owocem współpracy Katie Melua i Mike Batt`a, jest bardzo różnorodna płyta, a bogactwo dźwięków orkiestry symfonicznej i subtelność głosu Katie to niezwykła uczta dla uszu. Podpisuję się pod tymi słowami bez dwóch zdań.

Sama Katie powiedziała, że w tym albumie jest prostota, którą uwielbia. Ja również ją uwielbiam. Prostotę oraz Katie.

W związku z czym, w listopadzie wybieram się na kolejny koncert w Poznaniu :-)

0 Comments

Udomowieni? Ależ…

Trzeba stworzyć dom,
Żeby mieć do czego wracać.
Upchać miłość tam w każdy kąt.
Więc marzenia miej, bo to nie jest ciężka praca.
I kochaj, i kochaj. Zbudujesz dom.

Wybuduje dym z komina,
i rupieci pełen strych.
W kącie my, nad lampką wina
Koty trzy, koty trzy.
Gdzieś, za szafą, zadomowi się, nam świerszcz.
Jak ćmy wpadną przyjaciele,
Tylko wierz, mocno wierz, mocno wierz.

(…)

Zakopower – „Udomowieni” na YouTube.

0 Comments

Dni Morza

Mam braki w pisaniu, dzieje się wiele, a jakoś nie mam kiedy o tym napisać, więc nieco cofnę się w czasie. Do Dni Morza, które odbyły się dwa tygodnie temu.

W piątek pracę skończyłam pół godziny po północy. Wpadłam jednak na genialny pomysł, żeby odwiedzić znajomych, bawiących się na Dniach Morza. Nie posiedziałam długo, gdyż pół godziny później ujrzałam pana G., który ledwo trzymał się na nogach. Mimo zmęczenia, obolałych nóg i ogólnie paskudnego samopoczucia, stwierdziłam, że po prostu muszę odprowadzić Go do domu. Nie mogłam Go przecież zostawić na ławce wśród pijanych małolatów, choć może po tym wszystkim, co mnie spotkało z Jego strony, powinnam.

Był bardzo zdziwiony kiedy mnie zobaczył, ale zgodził się ze mną pójść. Co prawda dwa razy usiadł mi po drodze, wyrażając bunt i mówiąc, że dalej nie pójdzie, ale obietnica przytulenia, za każdym razem odnosiła zamierzony skutek. Pan G. przy mojej pomocy, bezpiecznie dotarł do domu i położył się do łóżka. Jego mama musiała być wielce zdziwiona, że tak szybko wyszłam. Pan G. natomiast, następnego dnia serdecznie mi podziękował przez telefon, ale wieczorem nie chciał się już ze mną spotkać. Spotkałam Go jednak na Dniach Morza w towarzystwie ślicznej koleżanki, ale nic to.

Zaliczyłam z mamą skrzypcowy koncert Marcina Dilinga, który odbył się w sobotę. Miałyśmy czekać do sztucznych ogni, ale było zdecydowanie za zimno. Wybrałam się więc ze znajomymi na promenadę, wypiliśmy piwo i na fajerwerki zdążyliśmy idealnie. A tam…powtórka z rozrywki czyli stado pijanych małolatów, walające się plastikowe kubki i szklane butelki, szkło, śmieci i generalny chaos, na który nie dało się patrzeć. Byłam mocno przerażona tym, co zostawili po sobie ludzie…

Spotkałam mojego ulubionego „żabkowego” sprzedawcę w towarzystwie kolegi, który od tamtego czasu pisze do mnie rozczulające smsy, ale to zdecydowanie zasługuje na oddzielną historię.

W niedzielę, zostałam obudzona telefonem przez Pana G. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że telefon rozdzwonił się o 5:30, a w słuchawce usłyszałam: Nie mogę spać. Może przyjdziesz i obejrzymy razem jakiś film, albo chociaż pośpimy? Chciało mi się śmiać, chociaż byłam wściekła. Długo negocjowałam z nim godzinę wizyty, aż w końcu po wypiciu kawy ruszyłam się z domu o 6:00, gdy Pan G. po nieprzespanej nocy, po prostu zasnął. Z pretensjami zadzwonił o 11:00 i powiedział, że miałam być kilka godzin temu… tym razem dotarłam nim zdążył usnąć.

W dalszym ciągu nie mogę Go rozgryźć. Nie widujemy się tygodniami, a później jest tak, jakbyśmy się nigdy nie rozstawali. Potrafi być w stosunku do mnie cholernie nieprzyjemny, a ja mimo wszystko mam do Niego słabość oraz anielską cierpliwość, która w zasadzie chyba już się skończyła.

W niedzielę poszłam na Motopiknik, zaproszona przez Michała. Nie jestem w stanie ocenić całej imprezy, ale cel bardzo szlachetny i kwota całkiem przyzwoita zebrana, więc wygląda na to, że motocykliści odwalili kawał dobrej roboty. A ja przy okazji, po trzymiesięcznej przerwie znowu mogłam porozmawiać z Michałem i tego nikt, ani nic nie jest w stanie zastąpić.

Miałam trzy wolne dni, które minęły mi tak szybko i intensywnie, że nawet nie zdążyłam wypocząć, ale odrobina szaleństwa, zwyczajnie była mi potrzebna.

0 Comments

Koncert Katie Melua

Na koncert Katie w Poznaniu, czekałam od zeszłego roku. Gdy dowiedziałam się, że zimowa trasa koncertowa została odwołana, nawet przez chwilę nie pomyślałam o zwrocie biletu. Cierpliwie czekałam na TEN dzień. Po niewielkim koncercie na festiwalu MTV w 2009 miałam „przedsmak” tego, co może mnie czekać i nie miałam zamiaru z tego rezygnować.

Dziś, śmiało mogę powiedzieć, że było warto. Byłam bardzo zaskoczona, że przy wejściu do Areny nie zastałam kolejki. Podeszłam, a miły Pan „przerwał” mój bilet, nawet nie zaglądając do mojej torebki. Przeszłam przez całą halę, aż dotarłam do innego miłego Pana, który wskazał mi właściwy sektor. Ulokowałam się w dziewiątym rzędzie, z którego miałam idealny widok na scenę i żałowałam, że nie wzięłam ze sobą aparatu bo zdjęcia można było robić do woli.

Jako support wystąpił magiczny Jakub Żak, którego słuchałam i na którego gapiłam się jak zaczarowana. Wszystko to, co wyczyniał na scenie, naprawdę wprowadziło mnie w odpowiedni klimat. Doskonale się Pana Jakuba słuchało, doskonale.

Katie na „dzień dobry” wykonała jeden z moich ulubionych utworów – The Closest Thing To Crazy, a ja na dzień dobry miałam ciary, na całym ciele. Wyglądała przepięknie, w skromnej, czarnej sukience z koronkową narzutką i butach na wysokim obcasie. Nie mogłam oderwać wzroku :-)

Zaśpiewała prawie wszystkie utwory z najnowszego albumu The House, a także sporo kawałków z poprzednich płyt. W bisie pojawiły się Kozmic Blues, Piece by Piece oraz numer, na który czekałam cały koncert – Nine million bicycles. Popłakałam się i już chyba zawsze będę tak reagowała na ten kawałek.

Nie jestem w stanie opisać emocji, które mi towarzyszyło w ciągu tych cudownych, dwóch godzin. Uśmiechałam się, ruszałam nogą, kołysałam, nuciłam pod nosem… i płakałam. Koncert magiczny, wrażenia niezapomniane – szkoda, że ten czas tak szybko płynął…

1 Comment

Mru, mru…

Za oknem minus pięć, nie kocham Cię już…
Wiatr zrywa czapki z głów, nie kocham Cię już…
(…)
Za oknem dziki skwar, nie pragnę cię już…
Powietrze ani drgnie, nie pragnę cię już…

1 Comment