Dieta jest fajna. Zwłaszcza wtedy, gdy okazuje się, że banalnie prosty przepis, w ciągu godziny zamienia się w coś, co skutecznie poprawia nastrój. Serników wypróbowałam kilka, ale ten jest zdecydowanie najlepszy, dlatego przepis notuję, żeby nie uciekł. Pierwotny przepis zawierał na wierzchu bezę, ale sobie podarowałam ten element, więc będzie sernik w najczystszej postaci.
- 7 żółtek
- 5 białek
- 1 kg serka do serników (używam sera Emilki z Netto)
- 4 łyżki skrobii kukurydzianej
- 6 łyżek słodzika w płynie (używam Huxolu)
- 1 szklanka mleka (używam 0,5%)
- 1 zapach waniliowy
Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę. Żółtka zmiksować dokładnie z serem, mlekiem, zapachem, słodzikiem oraz skrobią. Ubitą pianę z białek dodać do masy serowej i delikatnie wymieszać całość łyżką.
Tortownicę (u mnie 26 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, a następnie wlać do niej masę. Rozgrzać piekarnik do 180*C i piec w tej temperaturze 50 minut.
Za pierwszym razem, sernik bardzo mi wyrósł i wręcz wyszedł z tortownicy, ale to w niczym nie przeszkadza. Po wyjęciu z piekarnika odrobinę opada, ale i tak jest dość wysoki.
Kiedy sernik wystygnie, należy włożyć go do lodówki. Najlepiej smakuje na drugi dzień, gdy dobrze „zwiąże”. Tuż po wyjęciu z piekarnika, smakuje średnio, więc warto poczekać.



