Od momentu, kiedy zaczęłam testować przeglądarkę Google Chrome minęło ponad pół roku. Mimo wielkich oporów na początku, nie wróciłam już do Firefoxa.
Google Chrome pasuje mi niemal pod każdym względem. Brakuje mi co prawda ulubionych „liskowych” dodatków, takich jak Blipfox czy Brief, ale przyzwyczaiłam się już do wyszukiwania z poziomu paska adresu i polubiłam minimalistyczny wygląd przeglądarki. Mam cichą nadzieję, że doczekam się odpowiednika czytnika Sage i nie będę zmuszana do korzystania z Google Readera, który to w ogóle nie potrafi się ze mną dogadać (albo odwrotnie).
Korzystam z kilku wtyczek, ale nie są one jakoś bardzo istotne, więc sobie podaruję ich opis. Jest dobrze i póki naprawdę mnie Chrome nie wkurzy (na co się nie zanosi), pozostanę mu wierna.