Ktoś ostatnio napisał, iż najpiękniejsze w tym roku jest to, że już się nie trzeba starać. Można tylko podsumować, więc podsumujmy – jak co roku, choć obawiam się, że wypadnie to bardzo blado.
Ludzie
Mnóstwo ludzi, ogrom spotkań. Jedni się pojawiają, inni znikają. Żenią się, wychodzą za mąż. Przyjeżdżają, odjeżdżają. Przeprowadzają się. Moje życie pełnych jest ludzi, którzy wpadają tylko na chwilę. Zbyt dużo ludzi, którzy nigdy mi się nie śnią. Coraz mniej stałych punktów odniesienia. Doceniam jednak tych, którzy od zawsze są i dzięki którym udało mi się przetrwać kolejny rok.
Ogromną stratę przeżyłam w kwietniu. Odszedł mój ukochany Dziadziuś, z którego śmiercią w dalszym ciągu nie mogę się pogodzić. Wciąż patrzę w okno Jego pokoju, licząc na to, że Go tam zobaczę. Stojąc nad Jego grobem, czuję się nieswojo i nie dociera do mnie, że teraz tam jest Jego dom… ogromny ból w sercu i smutek.
Film
Niewiele filmów bo jakoś mało czasu. Obejrzałam cudną adaptację trylogii Stiega Larssona. Gdybym miała wybrać najlepszy film, spośród obejrzanych to z pewnością byłaby to Incepcja oraz Mapa dźwięków Tokio, którą miałam okazję obejrzeć w szczecińskim Kinie Pionier.
Muzyka
Doczekałam się koncertu Katie Melua w Poznaniu i uważam to za moje wydarzenie muzyczne roku 2011. Koncert był absolutnie fenomenalny, a Katie cudna jak zawsze. Świetny album Bjork – Biophilia oraz Kasi Nosowskiej – 8.
Literatura
Książkowo ten rok wypada tragicznie. Pokochałam przepięknie wydane, ilustrowane książki podróżnicze Beaty Pawlikowskiej, dzięki którym mogłam się przenieść do innych krajów, kultur, klimatu. Anthony Bourdain i Jego Kill Grill 2: Głodne kawałki to kolejna, smakowita książka o kulinarnych zakamarkach. Jak dla mnie – kapitalna.
Koty
Niespodziewanie w lutym doczekałam się kolejnego miotu. Hanka urodziła przepiękną dziewiątkę. Niestety z całej gromadki przeżyło siedem kociąt. W maju odszedł Cadillac z miotu „C”, a miesiąc później (w wieku 4 miesięcy) Devon z miotu „D”, którego śmierć sprawiła, iż zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym, czy na pewno chcę kontynuować hodowanie kotów. Drakula został szczęśliwym kastratem. Nie podjęłam decyzji związanej z kotkami, więc sprawa wciąż jest otwarta. Nie zaliczyłam ani jednej kociej wystawy z własnym kotem, co uważam za porażkę roku.
Co ze mną?
Sama nie wiem. To był bardzo dziwny rok, jeśli chodzi o sferę emocjonalną. Nie wypada chyba pisać o wszystkim, co się wydarzyło. Kto miał wiedzieć, ten wie, a cała reszta niech się napawa tym, co podpowiada im wyobraźnia. Zmieniłam się, bardzo. Nie wiem, czy jest to zmiana na lepsze.
Blog
Pod względem ilości wpisów rok lepszy od poprzedniego – dodałam 83 wpisy. Niestety jakościowo katastrofa i tak jak wspomniałam jakiś czas temu, rozważam zamknięcie bloga. Nie ma w moim sercu miejsca na sentymenty. Dość rozdrapywania ran i babrania się w błotku minionych dni. Zobojętniałam jakoś. Nie czułam Świąt, nie mam parcia na sylwestrową zabawę i jakoś nie rusza mnie brak planów na sobotni wieczór. Obawiam się, iż kolejne porażki sprawiają, że robię się bardziej odporna na wstrząsy. Może to i lepiej.
Wszystkim, którzy to czytają życzę pięknego 2012 roku. Oraz nigdy więcej nie mówmy o roku 2011.
Wielkanoc 2010, moje 27 urodziny – zrobiłam Ci Dziadku zdjęcie, wbrew Twojej woli. Nigdy nie przypuszczałam, że już więcej nie podzielimy się święconym jajkiem. Nie spodziewałam się, że w ciągu kilku dni po moich kolejnych urodzinach, tak po prostu odejdziesz z tego świata. Ten dzień musiał nadejść, ja o tym wiedziałam, ale w dalszym ciągu trudno się z tym pogodzić. Na to po prostu, zawsze jest za wcześnie…