Tag Archives | rodzina

I rocznica śmierci

Dziś mija rok, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że 14 kwietnia 2011 wydarzył się naprawdę. Wciąż patrzę w okno Jego pokoju z nadzieją na to, że Go tam zobaczę. Wciąż zaczepiam na ulicy obcych ludzi, bo mam wrażenie, że to On. I wciąż tak samo mi dziwnie, gdy sobie uświadamiam, że Go nie ma i nigdy już nie będzie.

Są rany, których nie jest w stanie wyleczyć nawet czas. Są ludzie, o których zawsze będziemy pamiętali i których odejście, zawsze będzie nam się wydawało totalną abstrakcją. I ten moment, kiedy stojąc nad grobem masz żal, że leży gdzieś tam, kilka metrów pod ziemią, zamiast być tutaj z Tobą, jaki by nie był.

Tęskno mi, Dziadku ♥

0 Comments

Zdenerwowałam się dzisiaj dwa razy. W dodatku za każdym razem, powód był ten sam.

Mój brat w nocy walnął samochodem w dzika. Pewnie informacja o wypadku, który się wydarzył, w normalnej sytuacji spowodowałaby u mnie przynajmniej chwilowe zatrzymanie serca, ale dzisiaj było inaczej. Gdy obudziłam się rano, od taty usłyszałam pytanie w stylu: masz jakieś pieniądze? Nie wiedząc o co chodzi, zapytałam na co są potrzebne, a On odpowiedział, że zbierają na fiata.

Po powrocie z pracy z kolei, usłyszałam, że mam zbierać napiwki bo brat rozbił auto i pieniądze są potrzebne. Tata od siebie dodał, że może bym Mu dołożyła. Kiedy w odwecie zapytałam kto mi dołoży, nie usłyszałam odpowiedzi.

Kocham mojego brata, ale bez przesady. Ma mieszkanie, ma samochód, ale to ja mam Mu się dokładać bo coś jest nie halo? Jakoś mojej informacji o tym, że się wyprowadzam, nikt nie wziął na serio. Do dzisiaj pewnie sobie myślą, że żartowałam, a ja niedługo wybywam i mam gdzieś to, że mogą się na mnie obrazić.

Coraz częściej mam wrażenie, że wszystko należy się Jemu, a mnie to jedynie można opieprzać za to, że nie odłożyłam na miejsce rolki odkłaczającej, albo położyłam kubek nie tam, gdzie powinnam. To kolejny powód, dla którego po prostu nie mogę dłużej tutaj mieszkać. Zwariuję po prostu.

1 Comment

Zmiany potrzebne od zaraz

Kilka dni temu, pojawił się u mnie Adam (vide notka „Głos, który zwalił mnie z nóg”) i poinformował, że wyprowadza się do Poznania. Najpierw byłam w szoku i nie do końca wiedziałam, jak powinnam zareagować, co powiedzieć i jak się zachować, a później okazało się, że jestem najnormalniej w świecie wkurzona. W zasadzie to nadal jestem zła, że zdecydował się na przeprowadzkę, ale przecież nie mogę mieć Mu tego za złe. Szczególnie, że właśnie ta decyzja, zmotywowała mnie do wprowadzenia zmian, na które już dawno miałam ochotę.

Mieszkanie u rodziców ma swoje plusy, ale przede wszystkim ma swoje wady. Błędem było wprowadzenie się do nich. Mogłam od razu coś wynająć i wtedy wszystko wyglądałoby inaczej. Denerwujemy się wzajemnie – mama na mnie, bo nie odkładam rzeczy tam, skąd je wzięłam, a ja na mamę bo ciągle ma do mnie o coś pretensje. Dogadujemy się w zasadzie, ale chwilami mam dość komentarzy dotyczących tego, że włóczę się po nocy, wracam nad ranem, mało śpię, albo długo siedzę przy komputerze. Znikam z domu bo nie wyobrażam sobie, żebym mogła kogoś zaprosić do siebie na kawę… szczególnie, gdy miałabym ochotę ponarzekać na rodziców, którzy siedzą tuż za ścianą. Nie i koniec.

Drażni mnie, że ciągle ktoś się kręci po mieszkaniu. Że muszę przerywać kąpiel, bo ktoś musi skorzystać z toalety. Chcę być niezależna. Wolę jeść suchy chleb i pić wodę, niż nadal czuć się tak, jakbym była w domu tylko gościem. Nie zastanawiałam się długo. Następnego dnia, wysłałam do Adama smsa z pytaniem dotyczącym mieszkania. Gdy z samego rana przeczytałam: mieszkanie jest Twoje, dogadamy tylko szczegóły, prawie popłakałam się ze szczęścia.

Nie zraziło mnie to, że w mieszkaniu nie ma pralki ani łóżka. Nauczę się prać ręcznie, a spać będę na podłodze! Udowodnię wszystkim, że dam sobie radę. Chcę zrobić zdjęcia z mieszkania, gdy tylko do niego wejdę. Za kilka miesięcy podeślę rodzicom kolejne – NOWSZE i takie bardziej MOJE, żeby we mnie uwierzyli i powiedzieli mi któregoś dnia: Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni Mała Księżniczko.

Już teraz wiem, że nie będzie lekko, ale podjęłam ważną decyzję i będę się jej trzymać. Będę walczyła o siebie do samego końca!

update: Gosia (bardzo dziękuję, że jesteś!) napisała, że w razie czego, ma do oddania pralkę. Kilka godzin później okazało się, że Adam jednak pralkę zostawia. Głupi ma zawsze szczęście.

4 Comments

Nowy etap

Cztery lata i pięć miesięcy – dokładnie tyle czasu minęło od dnia naszego ślubu. W poniedziałek o godz. 14:00 zapadł wyrok – nasze małżeństwo oficjalnie uznano za zakończone.

Do Sądu poszłam na totalnym luzie. Cierpliwie czekałam na swoją kolej, a następnie odpowiedziałam Sędziemu na szereg idiotycznych pytań. Całość, łącznie z oczekiwaniem na orzeczenie wyroku, trwała dokładnie 15 minut.

Nowy etap w życiu, rozpoczęłam od wypicia ogromnej, mrożonej kawy z malinami. To był cholernie upalny dzień.

0 Comments

Wielkanoc 2011

Święta Wielkiej Nocy spędziliśmy standardowo u babci. Mając przed oczami zdjęcie Dziadka z poprzednich świąt, zabrałam ze sobą aparat. Nigdy bowiem nie wiemy tak naprawdę, które święta będą ostatnimi spędzonymi w tym samym gronie oraz, które zdjęcie już na zawsze będzie nam przypominało o bliskiej osobie.

Były obie babcie, wujek z kuzynem, cała nasza czwórka oraz gościnnie Ewunia. Brat usiadł na miejscu, w którym zawsze siedział Dziadek – dziwnie tam wyglądał. Wbrew temu, czego się spodziewałam, to były radosne Święta. Wspominaliśmy Dziadziusia i pewnie już zawsze tak będzie, gdy spotkamy się razem przy świątecznym stole. To były jednak miłe wspomnienia.

Na stole jak zawsze, było pełno jedzenia. Ulubione dania każdego z nas, pyszne ciasto i likier czekoladowy. Dużo radości, interesujących rozmów, gorących dyskusji. Obyśmy kolejne święta spędzili w takim samym lub większym gronie.

0 Comments