Kilka dni temu, pojawił się u mnie Adam (vide notka „Głos, który zwalił mnie z nóg”) i poinformował, że wyprowadza się do Poznania. Najpierw byłam w szoku i nie do końca wiedziałam, jak powinnam zareagować, co powiedzieć i jak się zachować, a później okazało się, że jestem najnormalniej w świecie wkurzona. W zasadzie to nadal jestem zła, że zdecydował się na przeprowadzkę, ale przecież nie mogę mieć Mu tego za złe. Szczególnie, że właśnie ta decyzja, zmotywowała mnie do wprowadzenia zmian, na które już dawno miałam ochotę.
Mieszkanie u rodziców ma swoje plusy, ale przede wszystkim ma swoje wady. Błędem było wprowadzenie się do nich. Mogłam od razu coś wynająć i wtedy wszystko wyglądałoby inaczej. Denerwujemy się wzajemnie – mama na mnie, bo nie odkładam rzeczy tam, skąd je wzięłam, a ja na mamę bo ciągle ma do mnie o coś pretensje. Dogadujemy się w zasadzie, ale chwilami mam dość komentarzy dotyczących tego, że włóczę się po nocy, wracam nad ranem, mało śpię, albo długo siedzę przy komputerze. Znikam z domu bo nie wyobrażam sobie, żebym mogła kogoś zaprosić do siebie na kawę… szczególnie, gdy miałabym ochotę ponarzekać na rodziców, którzy siedzą tuż za ścianą. Nie i koniec.
Drażni mnie, że ciągle ktoś się kręci po mieszkaniu. Że muszę przerywać kąpiel, bo ktoś musi skorzystać z toalety. Chcę być niezależna. Wolę jeść suchy chleb i pić wodę, niż nadal czuć się tak, jakbym była w domu tylko gościem. Nie zastanawiałam się długo. Następnego dnia, wysłałam do Adama smsa z pytaniem dotyczącym mieszkania. Gdy z samego rana przeczytałam: mieszkanie jest Twoje, dogadamy tylko szczegóły, prawie popłakałam się ze szczęścia.
Nie zraziło mnie to, że w mieszkaniu nie ma pralki ani łóżka. Nauczę się prać ręcznie, a spać będę na podłodze! Udowodnię wszystkim, że dam sobie radę. Chcę zrobić zdjęcia z mieszkania, gdy tylko do niego wejdę. Za kilka miesięcy podeślę rodzicom kolejne – NOWSZE i takie bardziej MOJE, żeby we mnie uwierzyli i powiedzieli mi któregoś dnia: Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni Mała Księżniczko.
Już teraz wiem, że nie będzie lekko, ale podjęłam ważną decyzję i będę się jej trzymać. Będę walczyła o siebie do samego końca!
update: Gosia (bardzo dziękuję, że jesteś!) napisała, że w razie czego, ma do oddania pralkę. Kilka godzin później okazało się, że Adam jednak pralkę zostawia. Głupi ma zawsze szczęście.